BAJKA O ŻÓŁWIU I ZAJĄCU

Pewnego razu Zając spotkał Żółwia, który powoli szedł polną ścieżką.
Zając nie miał specjalnie nic do roboty, zaczął więc krążyć wokół Żółwia i przechwalać się jaki to jest sprytny, zwinny i szybki.
- Jestem tak szybki, że nie doścignie mnie nawet najszybszy wiatr ? stwierdził Zając.
Na Żółwiu przechwałki nie robiły większego wrażenia, więc szarak zaczął z niego kpić.
- A ty z tą swoją skorupą wleczesz się i wleczesz jak ten... jak ten... - Zając szukał odpowiedniego słowa. - Jak ten żółw !
- Ja też jestem niezłym biegaczem - odparł na to Żółw.
- Co ? Ty umiesz szybko biegać ? - Zając złapał się za brzuch ze śmiechu i tak się ubawił, że aż mu łzy z oczu pociekły.
- Nie wierzysz ? - zapytał Żółw. - Idę o zakład, że pierwszy dotrę do końca tego pola. O tam, gdzie rośnie ta pochyła wierzba.
- Zgoda ! Niech ci będzie - prychnął Zając. - Trzy ! Dwa ! Jeden ! Start !
Rozpędził się, w kilka chwil przemierzył pół dystansu, po czym przystanął i obejrzał się za siebie.
Żółw ledwie ruszył z miejsca i wlókł się niemiłosiernie.
- Ech, po co tak się wysilać - skrzywił się Zając w lekceważącym uśmiechu.
- Zanim tu dotrze, minie pół dnia. W tym czasie utnę sobie drzemkę.
Położył się i usnął zadowolony. Spał i spał a Żółw w tym czasie powoli ale cierpliwie posuwał się naprzód.
Dotarł do śpiącego szaraka, a gdy go mijał, ten tylko przewrócił się na drugi bok.
Kiedy Zając w końcu się obudził, zerwał się na równe nogi,
rozejrzał się nerwowo i dostrzegł Żółwia tuż przed pochyłą wierzbą.
Rzucił się naprzód, rozpędził, ale było już za późno.
Kiedy dogonił Żółwia, ten był już za linią mety.
Show more

Pewnego razu Zając spotkał Żółwia, który powoli szedł polną ścieżką.
Zając nie miał specjalnie nic do roboty, zaczął więc krążyć wokół Żółwia i przechwalać się jaki to jest sprytny, zwinny i szybki.
- Jestem tak szybki, że nie doścignie mnie nawet najszybszy wiatr ? stwierdził Zając.
Na Żółwiu przechwałki nie robiły większego wrażenia, więc szarak zaczął z niego kpić.
- A ty z tą swoją skorupą wleczesz się i wleczesz jak ten... jak ten... - Zając szukał odpowiedniego słowa. - Jak ten żółw !
- Ja też jestem niezłym biegaczem - odparł na to Żółw.
- Co ? Ty umiesz szybko biegać ? - Zając złapał się za brzuch ze śmiechu i tak się ubawił, że aż mu łzy z oczu pociekły.
- Nie wierzysz ? - zapytał Żółw. - Idę o zakład, że pierwszy dotrę do końca tego pola. O tam, gdzie rośnie ta pochyła wierzba.
- Zgoda ! Niech ci będzie - prychnął Zając. - Trzy ! Dwa ! Jeden ! Start !
Rozpędził się, w kilka chwil przemierzył pół dystansu, po czym przystanął i obejrzał się za siebie.
Żółw ledwie ruszył z miejsca i wlókł się niemiłosiernie.
- Ech, po co tak się wysilać - skrzywił się Zając w lekceważącym uśmiechu.
- Zanim tu dotrze, minie pół dnia. W tym czasie utnę sobie drzemkę.
Położył się i usnął zadowolony. Spał i spał a Żółw w tym czasie powoli ale cierpliwie posuwał się naprzód.
Dotarł do śpiącego szaraka, a gdy go mijał, ten tylko przewrócił się na drugi bok.
Kiedy Zając w końcu się obudził, zerwał się na równe nogi,
rozejrzał się nerwowo i dostrzegł Żółwia tuż przed pochyłą wierzbą.
Rzucił się naprzód, rozpędził, ale było już za późno.
Kiedy dogonił Żółwia, ten był już za linią mety.