Latest wildlife posts
Kochani, dzisiaj dla wszystkich dobranocka specjalna od Krzysztof_Trybula :blue-heart:
https://www.youtube.com/watch?v=lY40rHiL3O4
https://www.youtube.com/watch?v=lY40rHiL3O4
https://youtu.be/dorx4IG3rz0
"Inwazja" Czeczotek (Acanthis flammea) w karmniku w Albercie nieopodal naszego Moderatora Rysx.
#ptaki #czeczotka
"Inwazja" Czeczotek (Acanthis flammea) w karmniku w Albercie nieopodal naszego Moderatora Rysx.
#ptaki #czeczotka
Poranek w Zakątku był srebrny, południe kolorowe, a wieczór... z dziczkami :grinning-face-with-big-eyes:
Nadleśnictwo Piwniczna, Lasy Państwowe
.
Ten młody jeleń uszkodził sobie możdżeń, co doprowadziło do trwałego zdeformowania poroża. Gdyby nie druga tyka, mielibyśmy w piwniczańskich lasach "książkowego" jednorożca...
Ciekawe jak będzie wyglądał po nałożeniu drugiego poroża?
Fot. Krzysztof Tomasiak
Czytaj miej
Show more
.
Ten młody jeleń uszkodził sobie możdżeń, co doprowadziło do trwałego zdeformowania poroża. Gdyby nie druga tyka, mielibyśmy w piwniczańskich lasach "książkowego" jednorożca...
Ciekawe jak będzie wyglądał po nałożeniu drugiego poroża?
Fot. Krzysztof Tomasiak
Czytaj miej
#WRONA SIWA.........Wrona siwa, czyli krótkie ABC
Wrona siwa (Corvus cornix) jeszcze niedawno była podgatunkiem wrony zwyczajnej, w którym wyróżniano dwa podgatunki C. corone corone oraz C. corone cornix. Jeden z nich to obecny czarnowron, a drugi to właśnie nasza dzisiejsza bohaterka. Jednakże nawet i ten podział jest szeroko dyskutowany w gremiach ornitologów oraz systematyków. Zwolennicy rozdziału obu gatunków twierdzą, że w przypadku wrony siwej i czarnowrona różnice genetycznie są na tyle daleko posunięte, iż mimo otrzymywania płodnego potomstwa po rodzicach zaliczanych do obu tych gatunków, należy uznać za odrębne byty systematyczne. Inni z kolei uważają, że fakt uzyskiwania płodnego potomstwa ze skrzyżowania C. corone oraz C. cornix jest wystarczającym dowodem na to, by pozostać przy starej wersji klasyfikowania gatunku. Czas pokaże, którzy badacze mają rację.Wrona siwa dorasta do rozmiarów ciała sięgających 45 – 55 cm długości oraz około 1 m rozpiętości skrzydeł. Masa ciała waha się w granicach 400 – 500 gramów. Samce są nieco większe od samic, bardziej masywne oraz mają czarne pióra nieco bardziej połyskujące w promieniach słońca niż u samic oraz młodocianych osobników. Ich upierzenie przyjmuje bardziej matowy odcień. Siwa siwą nazwana została nie bez powodu. Otóż siwe pióra tego ptaka znajdują się na brzuchu, szyi, karku. Czerń przyozdabia głowę, pierś oraz ogon i skrzydła. Nieodłącznym elementem każdego ptaka jest dziób. U wrony stanowi bardzo ważne „narzędzie” służące do tworzenia coraz to nowszych, bardziej zmyślnych wynalazków mających na celu zaspokojenie potrzeb wroniej społeczności, ale o tym jeszcze będzie. Sam dziób jest masywny, duży, długi. U jego podstawy na części szczękowej (górnej) znajduje się pęczek piór osłaniający nozdrza, raz większy, raz mniejszy w zależności od osobnika. Nogi wrony również są czarne, pokryte łuskami a palce zakończone pazurami, jednak nie tak potężnymi jak w przypadku ptaków szponiastych czy sów, albo nawet jej pobratymca, kruka, ale również mającymi potencjał do działań iście łowieckich. Oczy dorosłej wrony są czarne, ale dopiero z wiekiem przybierają takiej barwy, bowiem kiedy ptaki się wyklują ich tęczówki mają kolor niebieski. Pierwotnie gatunek zamieszkiwał tereny zielone położone nad rzekami. I jeśli spojrzycie na mapę jego występowania, to faktycznie najwięcej wron mieszka w dolinach rzek. Wynika to z faktu, że właśnie tam najłatwiej o pokarm, zbudowanie odpowiedniego gniazda oraz obronę dobytku przed potencjalnym niebezpieczeństwem. Jednak w obecnych czasach wronę siwą można spotkać wszędzie.
Należy do gatunków wszędobylskich, który radzi sobie w zastanych warunkach nadzwyczaj świetnie. Nie straszne dla niej są duże miasta, nawet przeciwnie, tam pokazuje swoje talenty oraz umiejętności zapewniające jej niesamowitą wręcz umiejętność przetrwania, której mogłyby się uczyć od niej inne zwierzęta, podobno bardziej rozumne. W ciągu roku wyprowadza jeden lęg. Oliwkowe jaja pokryte brązowymi plamkami w liczbie 4 – 6 składa w gnieździe zbudowanym z gałązek i wyścielonym różnego rodzaju mchami, puchem czy elementami z sierści innych zwierząt. Wysiadywanie trwa do trzech tygodni, a młode opuszczają gniazdo w wieku 5 tygodni.
.
Wrony siwe to "seksualni rozbójnicy"
.
Wrony siwe należą do zwierząt monogamicznych, przynajmniej w czasie danego sezonu lęgowego. Samiec kopuluje z daną samicą, a następnie na zmianę z nią wysiaduje jaja, a jeszcze później zajmuje się pisklętami. Para przy gnieździe robi wszystko razem. Jest jednak grupa ptaków, które nie łączą się w pary. Takie wrony tworzą stada tzw. „wolnych strzelców” bez terytorium, tułających się z miejsca na miejsce, tam gdzie będzie im lepiej. W zależności od tego, jak wygląda sytuacja żywieniowa w konkretnym sezonie rozrodczym, liczba „wolnych strzelców” może rosnąć lub maleć. Ten podział wroniej społeczności jest istotny w zrozumieniu istoty problemu agresji na tle seksualnym u tych ptaków. Pamiętajmy jednak, że w świecie zwierząt, taka wewnątrzgatunkowa agresja seksualna nie jest niczym odkrywczym i opisano ją u wielu gatunków, zwłaszcza u małp. Wśród ptaków znane są brutalne poczynania kaczorów różnych gatunków, u których wyraża się to w różny sposób, włącznie z podtapianiem partnerki. Bardzo ciekawą sytuację zarejestrowały kamery badaczy z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Otóż w czasie sezonu lęgowego pewna para wron siwych miała już pisklęta. Samica przyleciała do gniazda z pokarmem i zaczęła karmić młode. Sytuacja z pozoru iście normalna, nie wyróżniająca się niczym nadzwyczajnym. Prawdziwa akcja miała się dopiero rozegrać. Kilkadziesiąt sekund po przylocie za samicą przyleciał obcy samiec, po chwili do niego dołączyli jeszcze dwaj. Ptaki zaczęły toczyć ze sobą walkę o dostęp do samicy, a ta w ogóle nie była zainteresowana aktem kopulacji. Samce walczyły ze sobą do upadłego, i któremu udawało się być górą w tym pojedynku, nie tracąc ani chwili, wskakiwał na samicę, dziobiąc ją przy tym w potylice, jakby oczekiwał posłuszności. W odpowiednim momencie przyleciał partner gniazdowy i rozgonił towarzystwo. Kolejny raz podobną sytuację kamery zarejestrowały miesiąc później. Tutaj również, niczym rozbójnicy, do gniazda przyleciały samce z grupy „wolnych strzelców” próbując wymusić na samicy gotowość do odbycia stosunku seksualnego. Czy opisy tych nagrań czegoś Wam nie przypominają? Kolejny dowód na to, że powiedzenie „ptasi móżdżek” należy odesłać do lamusa…One są bardziej podobne do nas, niż nam w ogóle przyszłoby to do głowy!
.
Twardy orzech do rozłupania... ma wrona siwa
Zapewne nie raz, nie dwa każdy z nas widział, jak spada z nieba orzech, a w okolicy nie było żadnego orzecha. W wielu polskich miastach są takie miejsca, gdzie naprawdę lepiej uważać na głowy. Jest jednak jeden warunek. Podłoże musi być wykonane z asfaltu albo z betonu – wtedy jest idealne, by rozbić twarde łupiny. Wrona siwa, jeśli tylko znajdzie jakiś smakowity orzech, od razu próbuje go rozłupać. Żeby za bardzo się nie zmęczyć, szuka różnego rodzaju sposobów, aby dostać się do bogatego w różnego rodzaju substancje odżywcze wnętrza. Dlatego właśnie szuka miejsc pokrytych betonem, wznosi się na odpowiednią wysokość i upuszcza orzech. Jeśli nadal będzie leżał nie rozbity, bierze go z powrotem i powtarza czynność aż do skutku. Inna metoda polega na zrzuceniu orzecha na asfalt. Ptak przysiada na gałęzi, czekając aż jakiś samochód rozjedzie twardą łupinę. Ta prosta obserwacja dowodzi, że wrony siwe potrafią rozwiązywać kombinować i rozwiązywać problemy. Podobna sytuacja wprowadziła w zakłopotanie naukowców z Uniwersytetu Moskiewskiego, którzy postanowili sprawdzić inteligencję tych ptaków. Uczeni stawiali przed nimi trzy kubki, na najniższym leżała karta ze wzorem (kółko, krzyżyk, trójkąt, kwadrat itp.) Na pozostałych także były umieszczone karty z narysowanym wzorem, ale tylko na jednym z nich rysunek był taki sam jak ten na środkowym, najniższym kubku. Jeśli ptak wybrał kartę o identycznym wzorze, co ten z środkowego kubka, mógł zjeść zaserwowany mu pokarm. Jeśli nie, wówczas musiał obejść się smakiem. Ale ku zaskoczeniu badaczy, ptaki doskonale sobie poradziły z postawionym problemem. Wrony siwe nie potrzebowały żadnego treningu, a ten eksperyment dowiódł, że potrafią myśleć abstrakcyjnie. Dotychczas taki sposób rozumowania był zarezerwowany tylko dla ssaków naczelnych.
.
Wrona siwa co w jajach gustuje
O wronie zwykło się również mawiać, że jest złodziejką jaj. I coś w tym jest. Bo potrafi kraść jaja innym ptakom, a żeby to uczynić, korzysta z różnych strategii. Dlaczego jajo stanowi tak ważny składnik diety? Jest smaczne, zawiera w sobie wiele elementów odżywczych, zjadanie jaj wspomaga odporność, poprawia ptasią kondycję poprzez obecność łatwo przyswajalnych tłuszczy, stanowi magazyn witamin. Mógłbym tak wymieniać, i wymieniać, i wymieniać korzyści ze zjadania tego pokarmu. Podobnie jak inni drapieżcy, również te ptaki zrobią wszystko, żeby choć musnąć jaja. Najczęściej ofiarami ich ataków padają bażanty. Według badaczy z Uniwersytetu Lund, niemal 75% złupionych gniazd stanowiły te założone przez introdukowany na Starym Kontynencie gatunek. Na kolejnych miejscach odpowiednio znalazły się śmieszka, krzyżówka, łyska, wodnik oraz kulik wielki. Ogółem zagrożone są wszystkie gatunki związane w większym bądź mniejszym stopniu z wodą i wytwarzające dość sporych rozmiarów jaja. Wniosek z tego, że wronom nie jest obojętne co będą jadły oraz z jakiego źródła ów pokarm pochodzi. W jaki sposób te ptaki zbierają jaja? Otóż strategii jest kilka i poniekąd są one związane z wcześniej opisywanym podziałem na osobniki lęgowe oraz nie gniazdujące. Te pierwsze często postępują w sposób iście zbójecki. Tzn. wędrują po łąkach, polach uprawnych lub obserwują okolicę lotem patrolowym, a kiedy natkną się na gniazdo, to całą grupą przeganiają jego właściciela i wtedy dochodzi do rozboju. Inna z kolei taktyka obejmuje walkę w pojedynkę. Otóż wrona siwa gniazdująca leci na żerowisko, gdzie na swojej drodze spotyka gniazdo. Jeśli nie ma właściciela, bo, dla przykładu, był nim bażant, który spłoszony obecnością napastnika opuścił swą pieleszę, wówczas sytuacja jest całkiem prosta. Wrona siwa zabiera to, co jest w stanie zabrać, bez najmniejszych skrupułów.
Ekologia.pl poleca
.
Czy wrony nie są podobne do nas? Moim zdaniem są i to bardzo. „Ptasi móżdżek” – dla wron siwych jest obrazą, zwłaszcza kiedy spojrzymy na te ptaki przez pryzmat powyższych faktów. Mam nadzieję, i bardzo bym sobie tego życzył, abyście patrząc na te nasze siwe sąsiadki, przechadzające się po trawnikach, spojrzeli z uśmiechem. Z uśmiechem miłym, sympatycznym, podobnie jak wielu z nas czyni to na widok innych zwierząt. Te niezwykle inteligentne istoty są tego warte!
Ekologia.pl (Kacper Kowalczyk)
Show more
Wrona siwa (Corvus cornix) jeszcze niedawno była podgatunkiem wrony zwyczajnej, w którym wyróżniano dwa podgatunki C. corone corone oraz C. corone cornix. Jeden z nich to obecny czarnowron, a drugi to właśnie nasza dzisiejsza bohaterka. Jednakże nawet i ten podział jest szeroko dyskutowany w gremiach ornitologów oraz systematyków. Zwolennicy rozdziału obu gatunków twierdzą, że w przypadku wrony siwej i czarnowrona różnice genetycznie są na tyle daleko posunięte, iż mimo otrzymywania płodnego potomstwa po rodzicach zaliczanych do obu tych gatunków, należy uznać za odrębne byty systematyczne. Inni z kolei uważają, że fakt uzyskiwania płodnego potomstwa ze skrzyżowania C. corone oraz C. cornix jest wystarczającym dowodem na to, by pozostać przy starej wersji klasyfikowania gatunku. Czas pokaże, którzy badacze mają rację.Wrona siwa dorasta do rozmiarów ciała sięgających 45 – 55 cm długości oraz około 1 m rozpiętości skrzydeł. Masa ciała waha się w granicach 400 – 500 gramów. Samce są nieco większe od samic, bardziej masywne oraz mają czarne pióra nieco bardziej połyskujące w promieniach słońca niż u samic oraz młodocianych osobników. Ich upierzenie przyjmuje bardziej matowy odcień. Siwa siwą nazwana została nie bez powodu. Otóż siwe pióra tego ptaka znajdują się na brzuchu, szyi, karku. Czerń przyozdabia głowę, pierś oraz ogon i skrzydła. Nieodłącznym elementem każdego ptaka jest dziób. U wrony stanowi bardzo ważne „narzędzie” służące do tworzenia coraz to nowszych, bardziej zmyślnych wynalazków mających na celu zaspokojenie potrzeb wroniej społeczności, ale o tym jeszcze będzie. Sam dziób jest masywny, duży, długi. U jego podstawy na części szczękowej (górnej) znajduje się pęczek piór osłaniający nozdrza, raz większy, raz mniejszy w zależności od osobnika. Nogi wrony również są czarne, pokryte łuskami a palce zakończone pazurami, jednak nie tak potężnymi jak w przypadku ptaków szponiastych czy sów, albo nawet jej pobratymca, kruka, ale również mającymi potencjał do działań iście łowieckich. Oczy dorosłej wrony są czarne, ale dopiero z wiekiem przybierają takiej barwy, bowiem kiedy ptaki się wyklują ich tęczówki mają kolor niebieski. Pierwotnie gatunek zamieszkiwał tereny zielone położone nad rzekami. I jeśli spojrzycie na mapę jego występowania, to faktycznie najwięcej wron mieszka w dolinach rzek. Wynika to z faktu, że właśnie tam najłatwiej o pokarm, zbudowanie odpowiedniego gniazda oraz obronę dobytku przed potencjalnym niebezpieczeństwem. Jednak w obecnych czasach wronę siwą można spotkać wszędzie.
Należy do gatunków wszędobylskich, który radzi sobie w zastanych warunkach nadzwyczaj świetnie. Nie straszne dla niej są duże miasta, nawet przeciwnie, tam pokazuje swoje talenty oraz umiejętności zapewniające jej niesamowitą wręcz umiejętność przetrwania, której mogłyby się uczyć od niej inne zwierzęta, podobno bardziej rozumne. W ciągu roku wyprowadza jeden lęg. Oliwkowe jaja pokryte brązowymi plamkami w liczbie 4 – 6 składa w gnieździe zbudowanym z gałązek i wyścielonym różnego rodzaju mchami, puchem czy elementami z sierści innych zwierząt. Wysiadywanie trwa do trzech tygodni, a młode opuszczają gniazdo w wieku 5 tygodni.
.
Wrony siwe to "seksualni rozbójnicy"
.
Wrony siwe należą do zwierząt monogamicznych, przynajmniej w czasie danego sezonu lęgowego. Samiec kopuluje z daną samicą, a następnie na zmianę z nią wysiaduje jaja, a jeszcze później zajmuje się pisklętami. Para przy gnieździe robi wszystko razem. Jest jednak grupa ptaków, które nie łączą się w pary. Takie wrony tworzą stada tzw. „wolnych strzelców” bez terytorium, tułających się z miejsca na miejsce, tam gdzie będzie im lepiej. W zależności od tego, jak wygląda sytuacja żywieniowa w konkretnym sezonie rozrodczym, liczba „wolnych strzelców” może rosnąć lub maleć. Ten podział wroniej społeczności jest istotny w zrozumieniu istoty problemu agresji na tle seksualnym u tych ptaków. Pamiętajmy jednak, że w świecie zwierząt, taka wewnątrzgatunkowa agresja seksualna nie jest niczym odkrywczym i opisano ją u wielu gatunków, zwłaszcza u małp. Wśród ptaków znane są brutalne poczynania kaczorów różnych gatunków, u których wyraża się to w różny sposób, włącznie z podtapianiem partnerki. Bardzo ciekawą sytuację zarejestrowały kamery badaczy z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Otóż w czasie sezonu lęgowego pewna para wron siwych miała już pisklęta. Samica przyleciała do gniazda z pokarmem i zaczęła karmić młode. Sytuacja z pozoru iście normalna, nie wyróżniająca się niczym nadzwyczajnym. Prawdziwa akcja miała się dopiero rozegrać. Kilkadziesiąt sekund po przylocie za samicą przyleciał obcy samiec, po chwili do niego dołączyli jeszcze dwaj. Ptaki zaczęły toczyć ze sobą walkę o dostęp do samicy, a ta w ogóle nie była zainteresowana aktem kopulacji. Samce walczyły ze sobą do upadłego, i któremu udawało się być górą w tym pojedynku, nie tracąc ani chwili, wskakiwał na samicę, dziobiąc ją przy tym w potylice, jakby oczekiwał posłuszności. W odpowiednim momencie przyleciał partner gniazdowy i rozgonił towarzystwo. Kolejny raz podobną sytuację kamery zarejestrowały miesiąc później. Tutaj również, niczym rozbójnicy, do gniazda przyleciały samce z grupy „wolnych strzelców” próbując wymusić na samicy gotowość do odbycia stosunku seksualnego. Czy opisy tych nagrań czegoś Wam nie przypominają? Kolejny dowód na to, że powiedzenie „ptasi móżdżek” należy odesłać do lamusa…One są bardziej podobne do nas, niż nam w ogóle przyszłoby to do głowy!
.
Twardy orzech do rozłupania... ma wrona siwa
Zapewne nie raz, nie dwa każdy z nas widział, jak spada z nieba orzech, a w okolicy nie było żadnego orzecha. W wielu polskich miastach są takie miejsca, gdzie naprawdę lepiej uważać na głowy. Jest jednak jeden warunek. Podłoże musi być wykonane z asfaltu albo z betonu – wtedy jest idealne, by rozbić twarde łupiny. Wrona siwa, jeśli tylko znajdzie jakiś smakowity orzech, od razu próbuje go rozłupać. Żeby za bardzo się nie zmęczyć, szuka różnego rodzaju sposobów, aby dostać się do bogatego w różnego rodzaju substancje odżywcze wnętrza. Dlatego właśnie szuka miejsc pokrytych betonem, wznosi się na odpowiednią wysokość i upuszcza orzech. Jeśli nadal będzie leżał nie rozbity, bierze go z powrotem i powtarza czynność aż do skutku. Inna metoda polega na zrzuceniu orzecha na asfalt. Ptak przysiada na gałęzi, czekając aż jakiś samochód rozjedzie twardą łupinę. Ta prosta obserwacja dowodzi, że wrony siwe potrafią rozwiązywać kombinować i rozwiązywać problemy. Podobna sytuacja wprowadziła w zakłopotanie naukowców z Uniwersytetu Moskiewskiego, którzy postanowili sprawdzić inteligencję tych ptaków. Uczeni stawiali przed nimi trzy kubki, na najniższym leżała karta ze wzorem (kółko, krzyżyk, trójkąt, kwadrat itp.) Na pozostałych także były umieszczone karty z narysowanym wzorem, ale tylko na jednym z nich rysunek był taki sam jak ten na środkowym, najniższym kubku. Jeśli ptak wybrał kartę o identycznym wzorze, co ten z środkowego kubka, mógł zjeść zaserwowany mu pokarm. Jeśli nie, wówczas musiał obejść się smakiem. Ale ku zaskoczeniu badaczy, ptaki doskonale sobie poradziły z postawionym problemem. Wrony siwe nie potrzebowały żadnego treningu, a ten eksperyment dowiódł, że potrafią myśleć abstrakcyjnie. Dotychczas taki sposób rozumowania był zarezerwowany tylko dla ssaków naczelnych.
.
Wrona siwa co w jajach gustuje
O wronie zwykło się również mawiać, że jest złodziejką jaj. I coś w tym jest. Bo potrafi kraść jaja innym ptakom, a żeby to uczynić, korzysta z różnych strategii. Dlaczego jajo stanowi tak ważny składnik diety? Jest smaczne, zawiera w sobie wiele elementów odżywczych, zjadanie jaj wspomaga odporność, poprawia ptasią kondycję poprzez obecność łatwo przyswajalnych tłuszczy, stanowi magazyn witamin. Mógłbym tak wymieniać, i wymieniać, i wymieniać korzyści ze zjadania tego pokarmu. Podobnie jak inni drapieżcy, również te ptaki zrobią wszystko, żeby choć musnąć jaja. Najczęściej ofiarami ich ataków padają bażanty. Według badaczy z Uniwersytetu Lund, niemal 75% złupionych gniazd stanowiły te założone przez introdukowany na Starym Kontynencie gatunek. Na kolejnych miejscach odpowiednio znalazły się śmieszka, krzyżówka, łyska, wodnik oraz kulik wielki. Ogółem zagrożone są wszystkie gatunki związane w większym bądź mniejszym stopniu z wodą i wytwarzające dość sporych rozmiarów jaja. Wniosek z tego, że wronom nie jest obojętne co będą jadły oraz z jakiego źródła ów pokarm pochodzi. W jaki sposób te ptaki zbierają jaja? Otóż strategii jest kilka i poniekąd są one związane z wcześniej opisywanym podziałem na osobniki lęgowe oraz nie gniazdujące. Te pierwsze często postępują w sposób iście zbójecki. Tzn. wędrują po łąkach, polach uprawnych lub obserwują okolicę lotem patrolowym, a kiedy natkną się na gniazdo, to całą grupą przeganiają jego właściciela i wtedy dochodzi do rozboju. Inna z kolei taktyka obejmuje walkę w pojedynkę. Otóż wrona siwa gniazdująca leci na żerowisko, gdzie na swojej drodze spotyka gniazdo. Jeśli nie ma właściciela, bo, dla przykładu, był nim bażant, który spłoszony obecnością napastnika opuścił swą pieleszę, wówczas sytuacja jest całkiem prosta. Wrona siwa zabiera to, co jest w stanie zabrać, bez najmniejszych skrupułów.
Ekologia.pl poleca
.
Czy wrony nie są podobne do nas? Moim zdaniem są i to bardzo. „Ptasi móżdżek” – dla wron siwych jest obrazą, zwłaszcza kiedy spojrzymy na te ptaki przez pryzmat powyższych faktów. Mam nadzieję, i bardzo bym sobie tego życzył, abyście patrząc na te nasze siwe sąsiadki, przechadzające się po trawnikach, spojrzeli z uśmiechem. Z uśmiechem miłym, sympatycznym, podobnie jak wielu z nas czyni to na widok innych zwierząt. Te niezwykle inteligentne istoty są tego warte!
Ekologia.pl (Kacper Kowalczyk)
#Bażant zwyczajny, nazywany również łownym, albo po prostu bażantem, stał się nieodłącznym elementem naszych miedz i jemu z tym dobrze, a nam chyba również, mimo że to gatunek obcy. Gdyby nie możni ówczesnego świata, próżno byłoby szukać dziś na naszych ziemiach tego jegomościa. Został sztucznie wprowadzony do naszego środowiska, ale jak czas pokazał sam nikomu nazbyt nie wadzi, a i inni traktują go tak samo, jak pozostałych mieszkańców skrajów lasów czy pól oraz łąk.
.
Bażant (Phasianus colchicus) to całkiem duży ptak, bo dorastający nawet do 90 cm długości, z czego aż 40 przypada na ogon. To u samców, natomiast samice są nieco mniejsze, bowiem osiągają 70 cm a ogon zabiera z tego około 25 cm. Według autorów jednego z najlepszych przewodników do oznaczania ptaków Europy oraz obszaru Morza Śródziemnego, nie da się go pomylić z innym ptakiem. I każdy kto bażanta widział, ten o tym wie.
.
Nie sposób nie zwrócić uwagi na rdzawobrązową pierś oraz tułowie pomarańczowo połyskujące w promieniach słońca, zieloną głowę z garnatowofioletowym połyskiem, a także charakterystycznymi rogami u jej szczytu i czerwonymi dzwonkami, czyli nieopierzonymi, ozdobnymi elementami skóry. Niektóre samce mają białą obrożę na szyi oraz szary kuper, natomiast u niektórych osobników obroży brak. Z kolei kuper, podobnie jak pozostałe części upierzenia, jest rdzawobrązowy. O co chodzi? Otóż mamy do czynienia z dwoma podgatunkami Ph. c. torquatus to ten pierwszy opisany, natomiast nominatywny Ph. c. colchicus to ten drugi. „Torquatus” pochodzi z Chin, natomiast „colchicus” to mieszkaniec południowo – zachodniej Azji. Obecnie jednak można spotkać wiele mieszańców wykazujących cechy pośrednie, co wynika z wypuszczania do środowiska ptaków o różnych cechach przez myśliwych, ponieważ nie jest to tajemnicą poliszynela, że właśnie z pobudek łowieckich, bażant trafił do Polski już w czasach średniowiecza, ale o tym będzie później.
.
Teraz samica. Ta ma zdecydowanie bardziej stonowane upierzenie. Szarobrązowe, również z długim ogonem, ale krótszym niż u samca. Wokół oka biała obwódka, na piersi i brzuchu brązowe kropkowanie, a na nogach brak ostrogi, czyli tego elementu, który dla samców ma bardzo ważne znaczenie, zwłaszcza podczas wiosennych bójek o partnerki. Ogólnie rzecz biorąc samica ma za zadanie rozpłynąć się w środowisku i dzięki ubarwieniu upierzenia wykonuje to zadania wyśmienicie, szczególnie w okresie lęgów, kiedy to przychodzi jej niekiedy zajmować się gromadką piskląt liczącą nawet kilkanaście ptaków. Niestety tak już jest u bażantów urządzone, że pisklętami zajmuje się tylko samica, natomiast samce przez cały okres godowy tokują, toczą boje z innymi kogutami, prężą muskuły i próbują podobać się jak największej liczbie samic. Walki między jednymi, a drugimi wyglądają niezwykle spektakularnie. Koguty są tak oszołomione hormonami, że nic nie jest w stanie im przeszkodzić. Ptaki wyskakują w powietrze, przechylając się do tyłu wyciągają do siebie nogi, którymi próbują zrobić sobie krzywdę. Czasami rozlewa się krew, ale prawie zawsze sypią pióra, bowiem przegrany wcale nie odchodzi w spokoju, tylko zostaje przegoniony z pola bitwy. Po udanym pojedynku wygrany samiec wydaje z siebie niezbyt piękny, aczkolwiek donośny głos, który również, jak jego właściciel, jest nie do pomylenia z innymi ptakami. Głos ten można zsylabizować „kookok-koookok-kookok” i tak parę razy, nawet przez kilka minut. Chociaż repertuar, z pozoru skąpy, wcale takim nie jest. Emocji, oprócz doznań wytwarzanych przez aparat głosu, zapewniają także skrzydła. Zwłaszcza podczas nagłego startu, bowiem bażanty do ostatniego możliwego momentu zastygają w bezruchu, tak aby być niezauważonym przez potencjalnego wroga, a tych im nie brakuje. Dopiero kiedy uznają, że nie mają możliwości już dłużej się ukrywać w taki sposób, w ostatniej chwili z przyprawiającym dreszczyk emocji furkotem startują i przelatują w inne miejsce. Ich lot jest ciężki, krótki, osobniki szybko opadają pośród gąszczu traw.
.
Najważniejsze, że funkcjonuje tutaj pewien łańcuch zależności, któremu teraz postaramy się przyjrzeć. Jednak zanim o drapieżnikach, to zaczniemy od przyczyn związanych z człowiekiem, bo nie bez znaczenia jest tutaj intensyfikacja rolnictwa. Niewątpliwie używanie pestycydów w uprawach roślin ma ogromne znaczenie dla niedawno wyklutych piskląt, których głównym składnikiem diety są owady powszechnie uważane za szkodniki. Pestycydy zabijają je, a brak tego pokarmu ogranicza znacząco menu piskląt oraz dostępny dlań pokarm. Mniej pokarmu to mniej ptaków. Świadczy o tym m.in. porównanie populacji z roku 2005 oraz 2014. W 2005 liczebność grzebiących, w tym bażantów, wynosiła 347 000 osobników, natomiast już 9 lat później 282 000 ptaków. Włączając w to tzw. pozyskanie łowieckie, które jednak jest uzupełniane przez myśliwych, mamy ogólny trend spadkowy. Otóż myśliwi w sezonie 2014/2015 na terenie całej Polski upolowali ponad 129 000 bażantów! Oczywiście te liczby robią wrażenie, ale „ubytek” ten został „uzupełniony” przez myśliwych, a zatem powinno się wszystko wyrównać. Jednak wcale nie jest to takie proste, jak się wielu wydaje. Nie dość, że intensyfikacja rolnictwa, to jeszcze musimy wziąć pod uwagę fakt, jak bardzo przystosowane do życia w środowisku naturalnym osobniki są do niego wprowadzane. I w tym momencie warto poruszyć wątek drapieżników. Owszem wśród osobników, które dorastały w środowisku naturalnych również i na tym tle zdarzają się upadki. Jednak te, które przetrwały, nauczone doświadczeniami, starają się unikać sytuacji niebezpiecznych. Natomiast osobniki wyhodowane w niewoli, nie miały okazji być narażonymi na atak ze strony drapieżnika i spojrzeć mu w oczy. One spokojnie rosną na fermach, gdzie mają jedzenia pod dostatkiem, jest bezpiecznie, są odgrodzone od środowiska zewnętrznego, a drapieżniki muszą się natrudzić, by chwycić takiego ptaka. Zazwyczaj tego nie robią, bo są to dla nich zbyt duże koszty, a ryzyko zdaje się być mało opłacalne. Wpuszczając do środowiska takie ptaki, dajemy drapieżnikom jak lisy, szopy pracze, jastrzębie i inne łatwy pokarm na tacy. Owszem bażanty mają pewną wrodzoną zdolność do reagowania w sytuacji zagrożenia, ale jeśli brakuje im pewnej empirycznej wiedzy, to stoją na z góry przegranej pozycji. Do tego trzeba jeszcze dołożyć fakt, że od wielu już lat lisy są szczepione na wściekliznę, a co za tym idzie nie ma czynnika limitującego ich populację, dlatego mamy dużo tych zwierząt. Jeżeli jednak nie zaszczepimy ich przeciwko tej niebezpiecznej chorobie, wówczas zaczniemy borykać się z ogromnym problemem, jaki dotknie każdego z nas. I w ten sposób koło się zamyka.
.
Ekologia.pl (Kacper Kowalczyk)
Show more
.
Bażant (Phasianus colchicus) to całkiem duży ptak, bo dorastający nawet do 90 cm długości, z czego aż 40 przypada na ogon. To u samców, natomiast samice są nieco mniejsze, bowiem osiągają 70 cm a ogon zabiera z tego około 25 cm. Według autorów jednego z najlepszych przewodników do oznaczania ptaków Europy oraz obszaru Morza Śródziemnego, nie da się go pomylić z innym ptakiem. I każdy kto bażanta widział, ten o tym wie.
.
Nie sposób nie zwrócić uwagi na rdzawobrązową pierś oraz tułowie pomarańczowo połyskujące w promieniach słońca, zieloną głowę z garnatowofioletowym połyskiem, a także charakterystycznymi rogami u jej szczytu i czerwonymi dzwonkami, czyli nieopierzonymi, ozdobnymi elementami skóry. Niektóre samce mają białą obrożę na szyi oraz szary kuper, natomiast u niektórych osobników obroży brak. Z kolei kuper, podobnie jak pozostałe części upierzenia, jest rdzawobrązowy. O co chodzi? Otóż mamy do czynienia z dwoma podgatunkami Ph. c. torquatus to ten pierwszy opisany, natomiast nominatywny Ph. c. colchicus to ten drugi. „Torquatus” pochodzi z Chin, natomiast „colchicus” to mieszkaniec południowo – zachodniej Azji. Obecnie jednak można spotkać wiele mieszańców wykazujących cechy pośrednie, co wynika z wypuszczania do środowiska ptaków o różnych cechach przez myśliwych, ponieważ nie jest to tajemnicą poliszynela, że właśnie z pobudek łowieckich, bażant trafił do Polski już w czasach średniowiecza, ale o tym będzie później.
.
Teraz samica. Ta ma zdecydowanie bardziej stonowane upierzenie. Szarobrązowe, również z długim ogonem, ale krótszym niż u samca. Wokół oka biała obwódka, na piersi i brzuchu brązowe kropkowanie, a na nogach brak ostrogi, czyli tego elementu, który dla samców ma bardzo ważne znaczenie, zwłaszcza podczas wiosennych bójek o partnerki. Ogólnie rzecz biorąc samica ma za zadanie rozpłynąć się w środowisku i dzięki ubarwieniu upierzenia wykonuje to zadania wyśmienicie, szczególnie w okresie lęgów, kiedy to przychodzi jej niekiedy zajmować się gromadką piskląt liczącą nawet kilkanaście ptaków. Niestety tak już jest u bażantów urządzone, że pisklętami zajmuje się tylko samica, natomiast samce przez cały okres godowy tokują, toczą boje z innymi kogutami, prężą muskuły i próbują podobać się jak największej liczbie samic. Walki między jednymi, a drugimi wyglądają niezwykle spektakularnie. Koguty są tak oszołomione hormonami, że nic nie jest w stanie im przeszkodzić. Ptaki wyskakują w powietrze, przechylając się do tyłu wyciągają do siebie nogi, którymi próbują zrobić sobie krzywdę. Czasami rozlewa się krew, ale prawie zawsze sypią pióra, bowiem przegrany wcale nie odchodzi w spokoju, tylko zostaje przegoniony z pola bitwy. Po udanym pojedynku wygrany samiec wydaje z siebie niezbyt piękny, aczkolwiek donośny głos, który również, jak jego właściciel, jest nie do pomylenia z innymi ptakami. Głos ten można zsylabizować „kookok-koookok-kookok” i tak parę razy, nawet przez kilka minut. Chociaż repertuar, z pozoru skąpy, wcale takim nie jest. Emocji, oprócz doznań wytwarzanych przez aparat głosu, zapewniają także skrzydła. Zwłaszcza podczas nagłego startu, bowiem bażanty do ostatniego możliwego momentu zastygają w bezruchu, tak aby być niezauważonym przez potencjalnego wroga, a tych im nie brakuje. Dopiero kiedy uznają, że nie mają możliwości już dłużej się ukrywać w taki sposób, w ostatniej chwili z przyprawiającym dreszczyk emocji furkotem startują i przelatują w inne miejsce. Ich lot jest ciężki, krótki, osobniki szybko opadają pośród gąszczu traw.
.
Najważniejsze, że funkcjonuje tutaj pewien łańcuch zależności, któremu teraz postaramy się przyjrzeć. Jednak zanim o drapieżnikach, to zaczniemy od przyczyn związanych z człowiekiem, bo nie bez znaczenia jest tutaj intensyfikacja rolnictwa. Niewątpliwie używanie pestycydów w uprawach roślin ma ogromne znaczenie dla niedawno wyklutych piskląt, których głównym składnikiem diety są owady powszechnie uważane za szkodniki. Pestycydy zabijają je, a brak tego pokarmu ogranicza znacząco menu piskląt oraz dostępny dlań pokarm. Mniej pokarmu to mniej ptaków. Świadczy o tym m.in. porównanie populacji z roku 2005 oraz 2014. W 2005 liczebność grzebiących, w tym bażantów, wynosiła 347 000 osobników, natomiast już 9 lat później 282 000 ptaków. Włączając w to tzw. pozyskanie łowieckie, które jednak jest uzupełniane przez myśliwych, mamy ogólny trend spadkowy. Otóż myśliwi w sezonie 2014/2015 na terenie całej Polski upolowali ponad 129 000 bażantów! Oczywiście te liczby robią wrażenie, ale „ubytek” ten został „uzupełniony” przez myśliwych, a zatem powinno się wszystko wyrównać. Jednak wcale nie jest to takie proste, jak się wielu wydaje. Nie dość, że intensyfikacja rolnictwa, to jeszcze musimy wziąć pod uwagę fakt, jak bardzo przystosowane do życia w środowisku naturalnym osobniki są do niego wprowadzane. I w tym momencie warto poruszyć wątek drapieżników. Owszem wśród osobników, które dorastały w środowisku naturalnych również i na tym tle zdarzają się upadki. Jednak te, które przetrwały, nauczone doświadczeniami, starają się unikać sytuacji niebezpiecznych. Natomiast osobniki wyhodowane w niewoli, nie miały okazji być narażonymi na atak ze strony drapieżnika i spojrzeć mu w oczy. One spokojnie rosną na fermach, gdzie mają jedzenia pod dostatkiem, jest bezpiecznie, są odgrodzone od środowiska zewnętrznego, a drapieżniki muszą się natrudzić, by chwycić takiego ptaka. Zazwyczaj tego nie robią, bo są to dla nich zbyt duże koszty, a ryzyko zdaje się być mało opłacalne. Wpuszczając do środowiska takie ptaki, dajemy drapieżnikom jak lisy, szopy pracze, jastrzębie i inne łatwy pokarm na tacy. Owszem bażanty mają pewną wrodzoną zdolność do reagowania w sytuacji zagrożenia, ale jeśli brakuje im pewnej empirycznej wiedzy, to stoją na z góry przegranej pozycji. Do tego trzeba jeszcze dołożyć fakt, że od wielu już lat lisy są szczepione na wściekliznę, a co za tym idzie nie ma czynnika limitującego ich populację, dlatego mamy dużo tych zwierząt. Jeżeli jednak nie zaszczepimy ich przeciwko tej niebezpiecznej chorobie, wówczas zaczniemy borykać się z ogromnym problemem, jaki dotknie każdego z nas. I w ten sposób koło się zamyka.
.
Ekologia.pl (Kacper Kowalczyk)