We use cookies and similar technologies to keep Wildlife Pulse secure and working properly, and — with your consent — to remember preferences such as display theme. Essential cookies run without consent. Learn more in our Cookie Policy.
Cookie settings
Choose which cookie and storage categories you allow. Essential cookies are required for the service and cannot be disabled.
Necessary
Always on
Login session, CSRF protection, security, and remembered interface language.
Preferences
Remember display theme (light/dark) in your browser.
Analytics
Visit statistics and usage measurement (Google Analytics), only with your consent.
W czasie majowych wędrówek trzeba patrzyć pod nogi.
Pamiętajmy by nie dotykać i nie zabierać młodych zwierząt z lasu.
Fot. Wiesław Skowroński #las#Bieszczady
Wróbel zwyczajny vel domowy faktycznie jest na wskroś niemalże udomowiony. Jest jednym z nielicznych gatunków ptaków na świecie, który żyje tylko w naszych osiedlach i to od dawna. Jest całkiem możliwe, że gdy na Bliskim Wschodzie człowiek odkrył korzyści płynące z uprawy roli i stałego zamieszkania, wróbel natychmiast zamieszkał pod strzechami. W tym wypadku pod dachami z suszonej na słońcu cegły lub łupka.
Wraz z rolnikami i ocieplającym się klimatem, ruszył na Północ. Po zasiedleniu Europy przyszedł czas na podbój świata. Jako dziki lokator ładowni statków lub symbol odległej ojczyzny dotarł do Nowego Świata. Wróbel to ptak historyczny. Tak głęboko wrył się w świadomość ludzi, że ci, którzy ruszali na podbój obcego świata, zabierali ten mały ćwierkający szary skrawek domu ze sobą. Był też „ptakiem politycznym”, któremu wytoczono póki, co jedną wojnę totalną w Chinach. Skończyła się ona klęską głodu – dla ludzi, nie dla wróbli.
Aktualnie wróbel zasiedla wszystkie kontynenty prócz Antarktydy. Jakoś nie dotarł jeszcze na stacje polarne. I wszędzie czuje się jak u siebie. Na tego niepozornego szarego jegomościa musimy spojrzeć jak na kosmopolitę po przejściach. W miastach możemy spotkać go niemal w każdym miejscu. Na poszukiwania wróbla najlepiej wybrać się wiosną, gdy w pierwsze ciepłe dni samce reklamują swoje przewagi nad rywalami – intensywnym ćwierkaniem. Kawaler siada wtedy w pobliżu jego zdaniem najlepszego na świecie miejsca na lęgi i rozpoczyna swój niezmordowany koncert. Wraz z upływem czasu wróble milkną, bo zaczynają mieć pełne ręce roboty. Jedną z przyczyn ich sukcesów jest płodność. Para wróbli w dobrych roku jest w stanie wychować cztery lęgi!
Gdzie szukać ich gniazd? Na pewno na budynkach, we wszelkich załomach murów, dziurach i pod dachami. Jednak niezbyt wysoko, bo wróble latają bardzo słabo i szybko się męczą. Kolejną dobrą porą na przyjrzeniu się wróblom jest zima. Wtedy to stadka tych ptaków okupują gęste i zbite krzaki, nawet te tuż przy chodnikach lub ulicach. Wtedy też możemy obserwować ich strategie przetrwania zimy. Zimą wróbel – ptak rodem z ciepłych krajów nie robi nic. To lenistwo z premedytacją. Ptak oszczędza energię. Gęste gałęzie krzewu zabezpieczają go przed drapieżnikami, a on czeka tylko na coś do zjedzenia. I to coś bardzo blisko. Technika ta sprawdzała się przez dziesiątki lat. Jednak ostatnio z wróblem nie jest najlepiej. Za spadek jego liczby jedni obwiniają brak pożywienia szczególnie zimą. W coraz czystszych miastach jest o nie coraz trudniej. Inni uważają, że za spadek populacji wróbla odpowiedzialne są remonty budynków, zabierające wróblom miejsce do życia. Ostatnia grupa specjalistów upatruje problem w fakcie, że spada liczba organizmów żyjących obok nas. Coraz mniej roślin na trawnikach, to coraz mniej nasion i owadów stanowiących podstawę diety wróbla, a szczególnie jego piskląt. Nie wiadomo, co jest główną przyczyną znikania wróbla z miast. Może być tak, że wszystkie te trzy zjawiska się na to składają. Na pewno największa szansę na zobaczenia wróbla mamy w dzielnicach podmiejskich, tam gdzie są jeszcze nadal niewyremontowane budynki mieszkalne, w szczególności te zabytkowe. Warto zapamiętać ćwierkanie wróbla. Być może kolejnym pokoleniom będziemy mogli o nim tylko opowiedzieć, bo miasta się zmieniają, a ci, którzy nie potrafią nadążyć za zmianami skazani są na zniknięcie.
Wrona siwa to kolejny ptak krukowaty. Jest duża, sporo większa od gołębia. Jeśli na trawniku lub chodniku widzimy duże szaro-czarne ptaszysko, to mamy do czynienia właśnie z wroną. Wrona mogła towarzyszyć nam od początków naszej przygody z rolnictwem. Bo oto ptak dolin rzecznych znalazł blisko siebie podobny otwarty krajobraz, tyle, że pól i łąk. Stworzony przez nas. Nie dość, że odnalazła się tu doskonale, to stała się elementem naszej kultury. Najczęściej opiewano jej spryt, przebiegłość oraz mądrość, co jak najbardziej odpowiada prawdzie. Mało który ptak zrobił taką karierę w malarstwie czy literaturze. Bo choćby miały rozdziobać nas kruki i wrony, to warto tej ostatniej się nieco przyjrzeć.
Wiejskie życie wrona dawno porzuciła w niepamięć. Przez ostatnie kilkadziesiąt lat zauważono, że jest coraz rzadsza na wsiach, za to w mieście robi furorę. Z pewnością jest to jej osobista zasługa. Jest inteligentna, bystra, szybko się uczy i nie jest wybredna. Wrona buduje gniazda na drzewach. Oboje rodzice są zaangażowani w wychowanie piskląt i ich obronę. Walczą zażarcie z każdym niebezpieczeństwem, w tym z psami i kotami. Miejskie wrony w obronie piskląt potrafią atakować nawet ludzi. Dlatego, co jakiś czas, głównie latem wrony przedzierają się z czarnym PRem do mediów. Tytuły mówiące o złych, nawet wściekłych ptakach dotyczą właśnie wron, które bronią dużych już piskląt. Do których nieopatrznie podeszli ludzie. Więc, jeśli wrona przed nami nie ucieka, ale udaje, że jej nie ma, zostawmy ją w spokoju. To prawdopodobnie pisklę, które już opuściło gniazdo, ale jeszcze się w pełni nie usamodzielniło. Jego rodzice na pewno są gdzieś w pobliżu.
Wrona to również wdzięczny obiekt obserwacji. Młode i stare wrony lubią wyzwania, uczą się, a nawet się bawią. To już wyraz inteligencji! Wrona potrafi rozwiązać dowolny problem z zakresu pozyskania pożywienia w mieście. Nie dość, że radzi sobie z każdym opakowaniem, to jeszcze potrafi zapamiętać czas, kiedy takie pożywienie się znajdzie. Obserwując wrony możemy pokusić się na jeden mały eksperyment. Zobaczmy, co się stanie, jeśli wrona zauważy, że na nią patrzymy? Wrona jest w stanie ocenić czy człowiek obok niej zajmuje się sobą, czy też patrzy na nią i się nią interesuje. Klasyczną opowieścią o wronach zamieszkujących obok nas jest historia o ich perypetiach z orzechami. Wrony zrzucają orzechy na ziemię, żeby je rozbić. Jednak popatrzmy na ten proceder. Najciekawszy jest sam proces nauki. Młodzież patrzy na starsze i sama próbuje zrzucać. Spadający na różną powierzchnię orzech nie pęka tak samo. Młode wrony testują orzech, zrzucają go na trawnik lub samochód. Sprawdzają i wyciągają wioski. To świetny moment na pasjonujące obserwacje.