Ptaki czekają grzecznie na wolny karmnik zajęty przez #wiewiórka #grzywacz
Latest wildlife posts
Kraska
Kraska to afrykański tubylec
Kraska (Coracias garrullus) to średniej wielkości ptak, dorastający do około 35 cm długości. Jest jedynym przedstawicielem swojej rodziny na kontynencie europejskim. Ptak ten zwraca na siebie uwagę przede wszystkim jaskrawym, seledynowo-niebieskim upierzeniem wymieszanym z ceglastobrązowym ubarwieniem pokryw skrzydłowych oraz czarnymi lotkami. Brak wyraźnych różnic pomiędzy samcem a samicą, zwłaszcza jeśli chodzi o upierzenie. Uważniejsi obserwatorzy jednak zauważą, że samiec jest nieco większy od samicy, bardziej masywny i krępy. Ich masa ciała mieści się w przedziale 140 – 200 gramów, tym samym wielkością przypomina sójkę, a w locie jest podobna do innych ptaków krukowatych. Dziób masywny, duży osadzony na seledynowej głowie, stanowi narzędzie do polowania. Kraska lubi przysiadać na najwyższym punkcie w okolicy, najczęściej są to słupki z ogrodzenia łąk i pól, na których przebywa dość długo wypatrując swoich ofiar, a są nimi owady prostoskrzydłe, pająki, dżdżownice, gady, płazy, drobne ssaki lub ich oseski. Niewielki procent jadłospisu stanowią owoce, które są uzupełnieniem powyższego menu. Młodociane osobniki przypominają nieco dorosłe, ale różnią się od nich mniej kontrastowym a bardziej pastelowym upierzeniem. Kraski wracają ze swoich zimowisk położonych w Afryce poniżej Sahary pod koniec kwietnia lub na początku maja i przebywają tutaj do września. W ciągu tych zaledwie 5 miesięcy zakładają gniazda w dziuplach, najczęściej po dzięciole czarnym, bo tylko takie odpowiadają swoją wielkością lub w budkach o specjalnych rozmiarach, gdzie następnie składają jaja. Samo gniazdo nie jest jakąś szczególną budowlą. Jeżeli w danej budce lub dziupli wcześniej mieszkał ktoś inny, wówczas kraski wykorzystują z powodzeniem zbudowaną przez niego pielesz. Samica składa 4 – 5 białych, błyszczących jaj, które wysiaduje przez następne 17 – 19 dni. Opieka nad lęgiem to jej główne zadanie, natomiast samiec zajmuje się stroną logistyczną. To on w tym czasie dostarcza jej pokarm i od czasu do czasu ją zastępuje. Po wylęgu pisklęta spędzają jeszcze następne 4 tygodnie w gnieździe, a później opuszczają je, jednak nadal znajdują się pod opieką rodziców. Trwa to około 3 – 4 tygodni. Wtedy rodzice dokarmiają pisklęta, a te zaczynają się powoli usamodzielniać, by we wrześniu wraz z pozostałymi ptakami odlecieć na zimowiska aż za równik. Zasięg występowania gatunku rozciąga się od południowej Europy przez Hiszpanię, Węgry, Rumunię, Ukrainę oraz europejską część Rosji, aż po kraje bliskiego Wschodu tj. Iran, Irak, Turkmenistan oraz Kaszmir na północy Indii i zachodnią część północnej Afryki. W Polsce jeszcze na początku XX wieku była rozprzestrzeniona na terenie całego kraju, chociaż zawsze liczniej występowała na wschód od rzeki Wisły. Powoli, acz sukcesywnie zaczęła ustępować z naszych ziem w drugiej połowie poprzedniego stulecia. Coraz rzadziej można było ją spotkać na zachodnich krańcach Polski, a ostatnie potwierdzone stanowisko na Ziemi Łódzkiej odnotowano w roku 1994 w okolicach Brzustowa k/Tomaszowa Mazowieckiego. Obecnie populacja kraski liczy w granicach 25 – 28 par lęgowych.
Czy jeszcze do nas wrócisz krasko?
Ornitolodzy od lat zadają sobie to pytanie i próbują działać, żeby zachować kraskę w Polsce. Trendy populacyjne nie pozostawiają złudzeń. Przyczyny też są poznane, jednak mimo podjętego przez naukowców trudu, jedynie udaje się lekko wyhamować nieunikniony proces – całkowitego opuszczenia Polski przez ten gatunek. Prześledźmy jednak cały ten cykl od początku.
Gdzie kraska gniazduje? Lubi środowiska mozaikowate, gdzie pośród niewielkich kompleksów leśnych, alei przydrożnych, śródpolnych zadrzewień znajdują się ekstensywnie użytkowane pola, łąki, ugory oraz odpowiedniej wielkości drzewa, w których można założyć gniazdo. Na Śląsku po raz ostatni obecność pary lęgowej zanotowano w roku 1982, w Wielkopolsce w roku 1990, natomiast na Pomorzu w latach 1994 – 1995. Na Mazowszu jej populacja w latach ’80 liczyła nieco ponad 200 par lęgowych, a Małopolskę zamieszkiwało 50 – 80 par. Od tego czasu stopniowo z większym lub mniejszym nasileniem populacja kurczyła się. W latach 1987-1992 szacowano, że w Polsce żyje około 380 par krasek, później w 1995 mówiono o 200, natomiast pod koniec ubiegłego stulecia doliczono się zaledwie 112 czynnych stanowisk zajętych przez pary lęgowe. W XXI wieku negatywny trend dalej się utrzymywał. Podkarpacie zamieszkiwało maksymalnie 35 par w okresie pomiędzy 2002 a 2008 rokiem, natomiast cała krajowa populacja w 2006 liczyła 60 – 75 par, by w roku 2015 oszacować wielkość populacji na wyżej wspomniane już 25 – 28 par gnieżdżących się przede wszystkim na Kurpiach oraz ziemi sandomierskiej.
Wśród przyczyn takiego stanu rzeczy podaje się zmianę siedlisk z mozaikowatego w monokultury, intensyfikację rolnictwa, wzrost zużycia pestycydów, a tym samym ograniczenie populacji potencjalnych ofiar krasek. O dziwo, w przypadku tego gatunku zmiany klimatyczne, raczej powinny pozytywnie wpływać na jego liczebność, ponieważ jest to ptak ciepłolubny. Niestety jednak powyższe czynniki zdają się mieć zdecydowanie większy wpływ na fluktuacje liczebności. Jak zauważają ornitolodzy zajmujący się tym gatunkiem, trzon populacji zaczyna się przesuwać się coraz bardziej na południe. Zupełnie odwrotnie niż inne gatunki ciepłolubne, takie jak żołny czy dudki, które przecież od paru lat są częściej obserwowane, a ich obecność zanotowano na terenach dotąd przezeń nie zajmowanych. Są jeszcze tacy, którzy wskazują na problemy jakie mają kraski w miejscach, gdzie ich liczebność jest najliczniejsza oraz najbardziej stabilna. Trzon światowej populacji gatunku stanowią tereny Ukrainy oraz Rosji. Tam właśnie dopiero teraz następują pewne reformy rolne, które my w Polsce mamy już za sobą. Jeśli w tzw. „rdzeniu” populacji dzieje się coś nie tak, wówczas liczebność zaczyna spadać, zwłaszcza na skraju areału lęgowego danego gatunku. Nie inaczej jest i w tym przypadku. Kolejny istotny problem, jaki należy wziąć pod uwagę, to kłopoty podczas wędrówek. Otóż kraski mogą padać ofiarami myśliwych polujących na ptaki w czasie przelotów, w krajach basenu Morza Śródziemnego. Zjawisko to istotnie przyczynia się do ograniczania liczebności wielu gatunków ptaków, dlaczego zatem nie miałoby to nie mieć wpływu również na kraskę?
Show more
Kraska to afrykański tubylec
Kraska (Coracias garrullus) to średniej wielkości ptak, dorastający do około 35 cm długości. Jest jedynym przedstawicielem swojej rodziny na kontynencie europejskim. Ptak ten zwraca na siebie uwagę przede wszystkim jaskrawym, seledynowo-niebieskim upierzeniem wymieszanym z ceglastobrązowym ubarwieniem pokryw skrzydłowych oraz czarnymi lotkami. Brak wyraźnych różnic pomiędzy samcem a samicą, zwłaszcza jeśli chodzi o upierzenie. Uważniejsi obserwatorzy jednak zauważą, że samiec jest nieco większy od samicy, bardziej masywny i krępy. Ich masa ciała mieści się w przedziale 140 – 200 gramów, tym samym wielkością przypomina sójkę, a w locie jest podobna do innych ptaków krukowatych. Dziób masywny, duży osadzony na seledynowej głowie, stanowi narzędzie do polowania. Kraska lubi przysiadać na najwyższym punkcie w okolicy, najczęściej są to słupki z ogrodzenia łąk i pól, na których przebywa dość długo wypatrując swoich ofiar, a są nimi owady prostoskrzydłe, pająki, dżdżownice, gady, płazy, drobne ssaki lub ich oseski. Niewielki procent jadłospisu stanowią owoce, które są uzupełnieniem powyższego menu. Młodociane osobniki przypominają nieco dorosłe, ale różnią się od nich mniej kontrastowym a bardziej pastelowym upierzeniem. Kraski wracają ze swoich zimowisk położonych w Afryce poniżej Sahary pod koniec kwietnia lub na początku maja i przebywają tutaj do września. W ciągu tych zaledwie 5 miesięcy zakładają gniazda w dziuplach, najczęściej po dzięciole czarnym, bo tylko takie odpowiadają swoją wielkością lub w budkach o specjalnych rozmiarach, gdzie następnie składają jaja. Samo gniazdo nie jest jakąś szczególną budowlą. Jeżeli w danej budce lub dziupli wcześniej mieszkał ktoś inny, wówczas kraski wykorzystują z powodzeniem zbudowaną przez niego pielesz. Samica składa 4 – 5 białych, błyszczących jaj, które wysiaduje przez następne 17 – 19 dni. Opieka nad lęgiem to jej główne zadanie, natomiast samiec zajmuje się stroną logistyczną. To on w tym czasie dostarcza jej pokarm i od czasu do czasu ją zastępuje. Po wylęgu pisklęta spędzają jeszcze następne 4 tygodnie w gnieździe, a później opuszczają je, jednak nadal znajdują się pod opieką rodziców. Trwa to około 3 – 4 tygodni. Wtedy rodzice dokarmiają pisklęta, a te zaczynają się powoli usamodzielniać, by we wrześniu wraz z pozostałymi ptakami odlecieć na zimowiska aż za równik. Zasięg występowania gatunku rozciąga się od południowej Europy przez Hiszpanię, Węgry, Rumunię, Ukrainę oraz europejską część Rosji, aż po kraje bliskiego Wschodu tj. Iran, Irak, Turkmenistan oraz Kaszmir na północy Indii i zachodnią część północnej Afryki. W Polsce jeszcze na początku XX wieku była rozprzestrzeniona na terenie całego kraju, chociaż zawsze liczniej występowała na wschód od rzeki Wisły. Powoli, acz sukcesywnie zaczęła ustępować z naszych ziem w drugiej połowie poprzedniego stulecia. Coraz rzadziej można było ją spotkać na zachodnich krańcach Polski, a ostatnie potwierdzone stanowisko na Ziemi Łódzkiej odnotowano w roku 1994 w okolicach Brzustowa k/Tomaszowa Mazowieckiego. Obecnie populacja kraski liczy w granicach 25 – 28 par lęgowych.
Czy jeszcze do nas wrócisz krasko?
Ornitolodzy od lat zadają sobie to pytanie i próbują działać, żeby zachować kraskę w Polsce. Trendy populacyjne nie pozostawiają złudzeń. Przyczyny też są poznane, jednak mimo podjętego przez naukowców trudu, jedynie udaje się lekko wyhamować nieunikniony proces – całkowitego opuszczenia Polski przez ten gatunek. Prześledźmy jednak cały ten cykl od początku.
Gdzie kraska gniazduje? Lubi środowiska mozaikowate, gdzie pośród niewielkich kompleksów leśnych, alei przydrożnych, śródpolnych zadrzewień znajdują się ekstensywnie użytkowane pola, łąki, ugory oraz odpowiedniej wielkości drzewa, w których można założyć gniazdo. Na Śląsku po raz ostatni obecność pary lęgowej zanotowano w roku 1982, w Wielkopolsce w roku 1990, natomiast na Pomorzu w latach 1994 – 1995. Na Mazowszu jej populacja w latach ’80 liczyła nieco ponad 200 par lęgowych, a Małopolskę zamieszkiwało 50 – 80 par. Od tego czasu stopniowo z większym lub mniejszym nasileniem populacja kurczyła się. W latach 1987-1992 szacowano, że w Polsce żyje około 380 par krasek, później w 1995 mówiono o 200, natomiast pod koniec ubiegłego stulecia doliczono się zaledwie 112 czynnych stanowisk zajętych przez pary lęgowe. W XXI wieku negatywny trend dalej się utrzymywał. Podkarpacie zamieszkiwało maksymalnie 35 par w okresie pomiędzy 2002 a 2008 rokiem, natomiast cała krajowa populacja w 2006 liczyła 60 – 75 par, by w roku 2015 oszacować wielkość populacji na wyżej wspomniane już 25 – 28 par gnieżdżących się przede wszystkim na Kurpiach oraz ziemi sandomierskiej.
Wśród przyczyn takiego stanu rzeczy podaje się zmianę siedlisk z mozaikowatego w monokultury, intensyfikację rolnictwa, wzrost zużycia pestycydów, a tym samym ograniczenie populacji potencjalnych ofiar krasek. O dziwo, w przypadku tego gatunku zmiany klimatyczne, raczej powinny pozytywnie wpływać na jego liczebność, ponieważ jest to ptak ciepłolubny. Niestety jednak powyższe czynniki zdają się mieć zdecydowanie większy wpływ na fluktuacje liczebności. Jak zauważają ornitolodzy zajmujący się tym gatunkiem, trzon populacji zaczyna się przesuwać się coraz bardziej na południe. Zupełnie odwrotnie niż inne gatunki ciepłolubne, takie jak żołny czy dudki, które przecież od paru lat są częściej obserwowane, a ich obecność zanotowano na terenach dotąd przezeń nie zajmowanych. Są jeszcze tacy, którzy wskazują na problemy jakie mają kraski w miejscach, gdzie ich liczebność jest najliczniejsza oraz najbardziej stabilna. Trzon światowej populacji gatunku stanowią tereny Ukrainy oraz Rosji. Tam właśnie dopiero teraz następują pewne reformy rolne, które my w Polsce mamy już za sobą. Jeśli w tzw. „rdzeniu” populacji dzieje się coś nie tak, wówczas liczebność zaczyna spadać, zwłaszcza na skraju areału lęgowego danego gatunku. Nie inaczej jest i w tym przypadku. Kolejny istotny problem, jaki należy wziąć pod uwagę, to kłopoty podczas wędrówek. Otóż kraski mogą padać ofiarami myśliwych polujących na ptaki w czasie przelotów, w krajach basenu Morza Śródziemnego. Zjawisko to istotnie przyczynia się do ograniczania liczebności wielu gatunków ptaków, dlaczego zatem nie miałoby to nie mieć wpływu również na kraskę?
Mój sąsiad tygrzyk paskowany
Kiedy byłem małym chłopcem, który odwiedzał swojego dziadka na działce, i który bawił się pośród kur, gołębi, królików, psów, kotów i wielu, wielu innych zwierząt, niejednokrotnie obserwowałem tygrzyki paskowane (Argiope bruennichi) tkające swoje sieci pośród traw. Każda z nich miała charakterystyczny, wyróżniający je spośród innych pajęczych sieci znak. Umieszczony w dolnej części pajęczyny zygzak utkany z nieco grubszych nici. To tzw. stabilimentum, czyli szew wzmacniający całą konstrukcję i na dodatek spajający sieć. Chyb żaden z naszych, rodzimych pająków nie tworzy takiego znaku rozpoznawczego. To też rozpoznanie sieci tygrzyka paskowanego w momencie jego nieobecności nie powinno stanowić żadnego problemu. Chociaż z reguły, gdy sieć jest “czynna”, na niej przebywa pająk, sytuując się w samym jej centrum i w ten sposób oczekuje swoich przyszłych ofiar. Niektórzy sądzą, że samce po to tworzą stabilimentum, by powalczyć o względy samicy. Niestety żyją w błędzie. Z reguły na sieci przebywa samica, dużo większa od samca, bardziej drapieżna, będąca w stanie posunąć się do kanibalizmu płciowego. Zjawisko to odbywa się zazwyczaj po akcie kopulacji. Wówczas samiec musi dość sprawnie oraz szybko wykaraskać się z sytuacji, w której uczestniczy, bowiem może to przypłacić życiem. Podczas obserwacji obu płci widać ogromną przepaść - samiec mierzy zaledwie 7 mm, natomiast samica aż 25 mm! To czyni ją zdecydowanie większą. Głowotułów jest szarobrązowo ubarwiony. Z kolei odwłok od strony wierzchniej ma pstrokate oraz zupełnie egzotyczne, jak na nasze warunki, barwy składające się z poprzecznie ułożonych pasków - czarnych, białych oraz żółtych. Ich układ niektórym może przywodzić na myśl tygrysa. Stąd właśnie wzięto polską nazwę tego gatunku. Na całym ciele zwierzęcia, a zwłaszcza na odnóżach, występują drobne, srebrzyste włoski. Samce mają nieco bardziej stonowany wygląd. Są mniejsze, mają podłużny odwłok koloru srebrzystobiałego z czarną plamą po środku, od której na boki “odchodzą” czarne plamki. Pod koniec lata samica składa 300 - 400 jaj schowanych w kokonie utkanym z dość gęstego oprzędu. Kokon zostaje zawieszony na spodniej stronie liścia trawy, i tam jaja rozwijają się, a następnie wykluwają zeń małe pajączki. Czas od złożenia jaj do wyklucia zajmuje im 4 tygodnie, jednak po tych 4 tygodniach tygrzyki paskowane nie opuszczają kokonu. Wychodzą z niego dopiero następnej wiosny.
Dobrze się powodzi
Wiele gatunków zwierząt mogłoby mieć taki status jak tygrzyk paskowany. Chociaż to gatunek, który przywędrował do Polski z południa Europy, to w naszym kraju ma całkiem dobre warunki do rozwoju, o czym może świadczyć cały czas wzrastająca populacja oraz coraz liczniejsze rozprzestrzenienie. Jeszcze do niedawna twierdzono, że tygrzykowi paskowanemu odpowiadają tylko te najbardziej nasłonecznione stanowiska, stosunkowo suche. Natknąłem się nawet na teksty opisujące liczniejsze występowanie pająka na południu Polski, aniżeli w Północnej części kraju. A jak jest teraz? Moje, subiektywne obserwacje podpowiadają mi, że tygrzyki mają się u nas całkiem dobrze, i to na całym terytorium kraju. Co jednak na to nauka?
Po raz pierwszy w Polsce zaobserwowano go w 1874 roku w Galicji, czyli na obszarze dzisiejszej Małopolski. A już w roku 1939 potwierdzono pierwsze stanowisko tygrzyka paskowanego na Pomorzu Zachodnim, które wtedy nie należało przecież do Polski. Następnie w roku 1948 odnotowano jego obecność na wyspie Wolin. I od tego czasu powstało wiele publikacji, notatek oraz innych tego typu tekstów, w których skrzętnie opisywano coraz powszechniejsze występowanie tygrzyka w kierunku północnym. Już w roku 2005 stwierdzono 27 stanowisk na Pomorzu Zachodnim. Póki co, wszystko wskazuje na to, że trend populacji tego gatunku w Polsce się utrzyma. Kolejnym faktem przemawiającym za tym, że tygrzyków paskowanych bynajmniej nam nie ubywa, jest chociażby zmiana rozporządzenia Ministra Środowiska ws. gatunków dziko żyjących objętych ochroną z roku 2011, w którym nie ujęto już tygrzyka paskowanego, i od tego czasu nie jest on objęty ochroną całkowitą. Skąd do nas przywędrował? Obszar, na którym pierwotnie oraz najliczniej występował to tereny basenu Morza Śródziemnego, Morza Czarnego a także Kaukaz. Obecnie można go spotkać nawet w Japonii.
Sucha łąka, może pole, a może wilgotny sad?
Posłużę się teraz terminami bardzo wyspecjalizowanymi, na co dzień stosowanymi w ekologii. Naukowcy zajmujący się tym gatunkiem określają jego upodobania środowiskowe jako eurotypowe. Co znaczy ni mniej, ni więcej tyle, że jest w stanie dostosować się do różnych warunków, jakie spotka na swojej drodze. Owszem najchętniej wybieranymi przezeń miejscami będą te najbardziej nasłonecznione o ciepłym mikroklimacie, ale wilgotna łąka, skraj boru sosnowego, czy torfowiska albo turzycowiska, które przecież mogą być i zacienione, i mieć nieco wyższą wilgotność, i mieć nieco niższą temperaturę, są miejscami, gdzie można spotkać te pająki. Inną cechą różniącą go od pozostałych gatunków pająków występujących na terenie naszego kraju jest zdolność do występowania w stosunkowo dużych zagęszczeniach. Zagęszczenie populacji na stanowiskach, gdzie tygrzyki paskowane występują wynosi, UWAGA, 3 osobniki na 1 m2! Inne pająki wolą wieść samotny żywot. Unikają swojej obecności w obawie przede wszystkim o swoje życie, a także takie zachowanie wynika z faktu przyjętej strategii łowieckiej determinowanej przez środowisko życia.
Show more
Kiedy byłem małym chłopcem, który odwiedzał swojego dziadka na działce, i który bawił się pośród kur, gołębi, królików, psów, kotów i wielu, wielu innych zwierząt, niejednokrotnie obserwowałem tygrzyki paskowane (Argiope bruennichi) tkające swoje sieci pośród traw. Każda z nich miała charakterystyczny, wyróżniający je spośród innych pajęczych sieci znak. Umieszczony w dolnej części pajęczyny zygzak utkany z nieco grubszych nici. To tzw. stabilimentum, czyli szew wzmacniający całą konstrukcję i na dodatek spajający sieć. Chyb żaden z naszych, rodzimych pająków nie tworzy takiego znaku rozpoznawczego. To też rozpoznanie sieci tygrzyka paskowanego w momencie jego nieobecności nie powinno stanowić żadnego problemu. Chociaż z reguły, gdy sieć jest “czynna”, na niej przebywa pająk, sytuując się w samym jej centrum i w ten sposób oczekuje swoich przyszłych ofiar. Niektórzy sądzą, że samce po to tworzą stabilimentum, by powalczyć o względy samicy. Niestety żyją w błędzie. Z reguły na sieci przebywa samica, dużo większa od samca, bardziej drapieżna, będąca w stanie posunąć się do kanibalizmu płciowego. Zjawisko to odbywa się zazwyczaj po akcie kopulacji. Wówczas samiec musi dość sprawnie oraz szybko wykaraskać się z sytuacji, w której uczestniczy, bowiem może to przypłacić życiem. Podczas obserwacji obu płci widać ogromną przepaść - samiec mierzy zaledwie 7 mm, natomiast samica aż 25 mm! To czyni ją zdecydowanie większą. Głowotułów jest szarobrązowo ubarwiony. Z kolei odwłok od strony wierzchniej ma pstrokate oraz zupełnie egzotyczne, jak na nasze warunki, barwy składające się z poprzecznie ułożonych pasków - czarnych, białych oraz żółtych. Ich układ niektórym może przywodzić na myśl tygrysa. Stąd właśnie wzięto polską nazwę tego gatunku. Na całym ciele zwierzęcia, a zwłaszcza na odnóżach, występują drobne, srebrzyste włoski. Samce mają nieco bardziej stonowany wygląd. Są mniejsze, mają podłużny odwłok koloru srebrzystobiałego z czarną plamą po środku, od której na boki “odchodzą” czarne plamki. Pod koniec lata samica składa 300 - 400 jaj schowanych w kokonie utkanym z dość gęstego oprzędu. Kokon zostaje zawieszony na spodniej stronie liścia trawy, i tam jaja rozwijają się, a następnie wykluwają zeń małe pajączki. Czas od złożenia jaj do wyklucia zajmuje im 4 tygodnie, jednak po tych 4 tygodniach tygrzyki paskowane nie opuszczają kokonu. Wychodzą z niego dopiero następnej wiosny.
Dobrze się powodzi
Wiele gatunków zwierząt mogłoby mieć taki status jak tygrzyk paskowany. Chociaż to gatunek, który przywędrował do Polski z południa Europy, to w naszym kraju ma całkiem dobre warunki do rozwoju, o czym może świadczyć cały czas wzrastająca populacja oraz coraz liczniejsze rozprzestrzenienie. Jeszcze do niedawna twierdzono, że tygrzykowi paskowanemu odpowiadają tylko te najbardziej nasłonecznione stanowiska, stosunkowo suche. Natknąłem się nawet na teksty opisujące liczniejsze występowanie pająka na południu Polski, aniżeli w Północnej części kraju. A jak jest teraz? Moje, subiektywne obserwacje podpowiadają mi, że tygrzyki mają się u nas całkiem dobrze, i to na całym terytorium kraju. Co jednak na to nauka?
Po raz pierwszy w Polsce zaobserwowano go w 1874 roku w Galicji, czyli na obszarze dzisiejszej Małopolski. A już w roku 1939 potwierdzono pierwsze stanowisko tygrzyka paskowanego na Pomorzu Zachodnim, które wtedy nie należało przecież do Polski. Następnie w roku 1948 odnotowano jego obecność na wyspie Wolin. I od tego czasu powstało wiele publikacji, notatek oraz innych tego typu tekstów, w których skrzętnie opisywano coraz powszechniejsze występowanie tygrzyka w kierunku północnym. Już w roku 2005 stwierdzono 27 stanowisk na Pomorzu Zachodnim. Póki co, wszystko wskazuje na to, że trend populacji tego gatunku w Polsce się utrzyma. Kolejnym faktem przemawiającym za tym, że tygrzyków paskowanych bynajmniej nam nie ubywa, jest chociażby zmiana rozporządzenia Ministra Środowiska ws. gatunków dziko żyjących objętych ochroną z roku 2011, w którym nie ujęto już tygrzyka paskowanego, i od tego czasu nie jest on objęty ochroną całkowitą. Skąd do nas przywędrował? Obszar, na którym pierwotnie oraz najliczniej występował to tereny basenu Morza Śródziemnego, Morza Czarnego a także Kaukaz. Obecnie można go spotkać nawet w Japonii.
Sucha łąka, może pole, a może wilgotny sad?
Posłużę się teraz terminami bardzo wyspecjalizowanymi, na co dzień stosowanymi w ekologii. Naukowcy zajmujący się tym gatunkiem określają jego upodobania środowiskowe jako eurotypowe. Co znaczy ni mniej, ni więcej tyle, że jest w stanie dostosować się do różnych warunków, jakie spotka na swojej drodze. Owszem najchętniej wybieranymi przezeń miejscami będą te najbardziej nasłonecznione o ciepłym mikroklimacie, ale wilgotna łąka, skraj boru sosnowego, czy torfowiska albo turzycowiska, które przecież mogą być i zacienione, i mieć nieco wyższą wilgotność, i mieć nieco niższą temperaturę, są miejscami, gdzie można spotkać te pająki. Inną cechą różniącą go od pozostałych gatunków pająków występujących na terenie naszego kraju jest zdolność do występowania w stosunkowo dużych zagęszczeniach. Zagęszczenie populacji na stanowiskach, gdzie tygrzyki paskowane występują wynosi, UWAGA, 3 osobniki na 1 m2! Inne pająki wolą wieść samotny żywot. Unikają swojej obecności w obawie przede wszystkim o swoje życie, a także takie zachowanie wynika z faktu przyjętej strategii łowieckiej determinowanej przez środowisko życia.
Mrówka rudnica
Mierzy zaledwie jeden centymetr, więc mało kto przygląda się jej z bliska. Mrówka rudnica (Formica rufa) jest tymczasem owadem bardzo urodziwym. Głowa, odnóża i odwłok robotnicy są czarnobrązowe, podczas gdy reszta ma piękny rudy kolor, któremu gatunek zawdzięcza swą nazwę. Pod lupą dostrzec można również stosunkowo bujne… owłosienie, które odróżnia ją od bardzo podobnej mrówki ćmawej (Formica polyctena).
Mrowisko, czyli leśna piramida
Typowy Homo sapiens spacerując po lesie rzadko kiedy przypatruje się, temu co depcze. Mrówki rudnicy nie ma więc większych szans dostrzec na swej drodze. Jego uwagę zwróci natomiast mrowisko, które w świecie owadów jest godnym odpowiednikiem piramid z Gizie. Duży, stożkowaty kopiec tworzą igły, gałązki i trawa poskładane tak zręcznie, że budowla wytrzyma nawet kilkanaście lat!
Mrówczy architekci bardzo skrupulatnie wybierają miejsce na gniazdo. Musi być ono być odpowiednio naświetlone słońcem, a idealnie również wyposażone w gnijący pniak, który stanie się trzonem budowli. Wewnątrz docelowo zamieszka nawet 100-400 tysięcy mrówek, więc przestrzeni wokół musi wystarczyć, aby kopiec dało się wznieść na wysokość nawet kilku metrów.
Agresywna jak mrówka
Według przysłowia mrówka jest pracowita i faktycznie tego atrybutu trudno jej odmówić. Rudnice dodatkowo słyną jednak z agresji, którą przejawiają na wielu różnych frontach. W boju pomagają im nie tylko pokaźne szczęki, ale także kwas mrówkowy, którym bezlitośnie spryskują przeciwników.
Po pierwsze więc, są słynnymi drapieżcami. Człowiek często sztucznie wprowadza je do danego lasu, aby sterroryzować lokalne szkodniki. Jedno mrowisko jest bowiem w stanie zlikwidować nawet 10 milionów insektów! Mimo, że podstawowym pokarmem rudnic jest spadź produkowana przez mszyce, chętnie urozmaicają one swą dietę pajęczakami i innymi owadami, zwłaszcza w postaci larwalnej. W poszukiwaniu strawy są gotowe oddalić się nawet 100 metrów od mrowiska, co w przeliczeniu na realia ludzkich spacerów należałoby przyrównać do 10 km.
Po drugie, rudnice nie mają litości dla innych gatunków mrówek, którym mogłoby przyjść do głowy założyć w okolicy własne gniazdo. Zwłaszcza wiosną na leśnych polanach odbywają się zaciekłe bitwy o prawo do danego terytorium. Rozejm między poszczególnymi koloniami możliwy jest dopiero po określeniu precyzyjnych granic.
Zapalczywy charakter mrówki rudnicy przejawia się jednak również wewnątrz własnego gatunku. Sąsiadujące gniazda rywalizują o szlaki i gdy tylko konkurencja pojawi się na drodze, dochodzi do bójki. Skąd jedna rudnica wie, że druga jest jedną ze 100 tysięcy jej współlokatorek a nie mieszkanką obcego mrowiska? Ponieważ rysy twarzy czy kolor skóry nie wchodzą tu w rachubę, Matka Natura wymyśliła sprytny chemiczny sposób identyfikacji własnych i obcych osobników.
Przy okazji warto wspomnieć o badaniach fińskich naukowców, które dowodzą, że skażenie gleby ciężkimi metalami prowadzi do wyraźnego wzrostu agresji między mrówkami. Człowiek w swym aroganckim zanieczyszczaniu świata potrafi nawet obrócić mrówkę przeciw mrówce!
Mrówczy kolonializm
Na pierwszy rzut oka mrowisko wydaje się być chaotyczną stertą leśnych odpadków i kotłujących się we wszystkich kierunkach owadów. Ale kolonie rudnic to w rzeczywistości bardzo wyszukane struktury, w których wszyscy mają swoje miejsce i cel. Niektóre mrowiska stanowią oddzielne kolonie z jedną zaledwie matką, ale zdarzają się także prawdziwe mrówcze państwa z siecią mrowisk i nawet 100 królowymi! Rudnice bardzo chętnie adoptują „emerytowane” królowe z innych kolonii, tworząc prawdziwe fabryki jajeczek.
Jeśli dojdzie do drastycznych zmian w lokalnym środowisku, których człowiek jest częstym architektem, mrówki F. rufa tworzą gniazda-córki i opuszczają starą siedzibę, rozdzielając się na nowe mrowiska. Przeprowadzka taka trwa od jednego do kilku tygodni i sama w sobie jest przedsięwzięciem godnym podziwu.
Show more
Mierzy zaledwie jeden centymetr, więc mało kto przygląda się jej z bliska. Mrówka rudnica (Formica rufa) jest tymczasem owadem bardzo urodziwym. Głowa, odnóża i odwłok robotnicy są czarnobrązowe, podczas gdy reszta ma piękny rudy kolor, któremu gatunek zawdzięcza swą nazwę. Pod lupą dostrzec można również stosunkowo bujne… owłosienie, które odróżnia ją od bardzo podobnej mrówki ćmawej (Formica polyctena).
Mrowisko, czyli leśna piramida
Typowy Homo sapiens spacerując po lesie rzadko kiedy przypatruje się, temu co depcze. Mrówki rudnicy nie ma więc większych szans dostrzec na swej drodze. Jego uwagę zwróci natomiast mrowisko, które w świecie owadów jest godnym odpowiednikiem piramid z Gizie. Duży, stożkowaty kopiec tworzą igły, gałązki i trawa poskładane tak zręcznie, że budowla wytrzyma nawet kilkanaście lat!
Mrówczy architekci bardzo skrupulatnie wybierają miejsce na gniazdo. Musi być ono być odpowiednio naświetlone słońcem, a idealnie również wyposażone w gnijący pniak, który stanie się trzonem budowli. Wewnątrz docelowo zamieszka nawet 100-400 tysięcy mrówek, więc przestrzeni wokół musi wystarczyć, aby kopiec dało się wznieść na wysokość nawet kilku metrów.
Agresywna jak mrówka
Według przysłowia mrówka jest pracowita i faktycznie tego atrybutu trudno jej odmówić. Rudnice dodatkowo słyną jednak z agresji, którą przejawiają na wielu różnych frontach. W boju pomagają im nie tylko pokaźne szczęki, ale także kwas mrówkowy, którym bezlitośnie spryskują przeciwników.
Po pierwsze więc, są słynnymi drapieżcami. Człowiek często sztucznie wprowadza je do danego lasu, aby sterroryzować lokalne szkodniki. Jedno mrowisko jest bowiem w stanie zlikwidować nawet 10 milionów insektów! Mimo, że podstawowym pokarmem rudnic jest spadź produkowana przez mszyce, chętnie urozmaicają one swą dietę pajęczakami i innymi owadami, zwłaszcza w postaci larwalnej. W poszukiwaniu strawy są gotowe oddalić się nawet 100 metrów od mrowiska, co w przeliczeniu na realia ludzkich spacerów należałoby przyrównać do 10 km.
Po drugie, rudnice nie mają litości dla innych gatunków mrówek, którym mogłoby przyjść do głowy założyć w okolicy własne gniazdo. Zwłaszcza wiosną na leśnych polanach odbywają się zaciekłe bitwy o prawo do danego terytorium. Rozejm między poszczególnymi koloniami możliwy jest dopiero po określeniu precyzyjnych granic.
Zapalczywy charakter mrówki rudnicy przejawia się jednak również wewnątrz własnego gatunku. Sąsiadujące gniazda rywalizują o szlaki i gdy tylko konkurencja pojawi się na drodze, dochodzi do bójki. Skąd jedna rudnica wie, że druga jest jedną ze 100 tysięcy jej współlokatorek a nie mieszkanką obcego mrowiska? Ponieważ rysy twarzy czy kolor skóry nie wchodzą tu w rachubę, Matka Natura wymyśliła sprytny chemiczny sposób identyfikacji własnych i obcych osobników.
Przy okazji warto wspomnieć o badaniach fińskich naukowców, które dowodzą, że skażenie gleby ciężkimi metalami prowadzi do wyraźnego wzrostu agresji między mrówkami. Człowiek w swym aroganckim zanieczyszczaniu świata potrafi nawet obrócić mrówkę przeciw mrówce!
Mrówczy kolonializm
Na pierwszy rzut oka mrowisko wydaje się być chaotyczną stertą leśnych odpadków i kotłujących się we wszystkich kierunkach owadów. Ale kolonie rudnic to w rzeczywistości bardzo wyszukane struktury, w których wszyscy mają swoje miejsce i cel. Niektóre mrowiska stanowią oddzielne kolonie z jedną zaledwie matką, ale zdarzają się także prawdziwe mrówcze państwa z siecią mrowisk i nawet 100 królowymi! Rudnice bardzo chętnie adoptują „emerytowane” królowe z innych kolonii, tworząc prawdziwe fabryki jajeczek.
Jeśli dojdzie do drastycznych zmian w lokalnym środowisku, których człowiek jest częstym architektem, mrówki F. rufa tworzą gniazda-córki i opuszczają starą siedzibę, rozdzielając się na nowe mrowiska. Przeprowadzka taka trwa od jednego do kilku tygodni i sama w sobie jest przedsięwzięciem godnym podziwu.
Skorek pospolity – opis, występowanie i zdjęcia. Owad skorek pospolity ciekawostki
Skorek pospolity przypomina mi czasy przedszkola. Każdy kto widział malutkie zwierzątko ze szczypcami na odwłoku albo panicznie krzyczał i uciekał gdzie pieprz rośnie, albo bezlitośnie traktował owada w imię obrony, tych którzy się bali uszczypnięcia. Skorek pospolity został niesłusznie skierowany przez ludzi na margines owadziej społeczności. Co o tym sądzę? Jak zwykle twierdzę, że niesłusznie!
Skorek pospolity zwany szczypawką
Skorek pospolity (Forficula auricularia) jest owadem zaliczanym do rodziny skorkowatych. Osiąga rozmiary ciała pomiędzy 9,5 a 16 mm, ubarwionego w różnych odcieniach brązu. Od osobników rudobrązowych przez żółtobrunatne po całkowicie brązowe. Ciało wydłużone, lekko spłaszczone, dość krępe i nieowłosione. Głowa skorka pospolitego jest gładka, na niej widać wyraźne szwy na styku poszczególnych elementów. Wyrastają zeń czułki złożone z 14 segmentów. Owad ma dwie pary skrzydeł, z czego pierwsza stanowi pokrywy osłaniające drugą parę służącą do latania. A teraz zwróćmy uwagę na końcowy odcinek ciała, czyli tzw. pygidium, bowiem to jeden z elementów, na podstawie którego można odróżnić samca od samicy. U samicy właśnie ta część ciała jest prosta i wąska, natomiast u samca mała i zaokrąglona. Stąd już niedaleko do szczypiec. To chyba najważniejszy i najbardziej charakterystyczny element ciała skorka przysparzający mu największą sławę, niekoniecznie dobrą. Czym są te budzące strach oraz grozę części ciała? Otóż to przydatki odwłokowe. U owadów najczęściej wyrastają z 11 segmentu ciała, czasami jednak mogą się „przesuwać” bardziej do przodu, a co za tym idzie wyrastać z 10 segmentu. Swój początek mają w części brzusznej, inaczej nazywanej również wentralną, dopiero później w czasie rozwoju przesuwają się na grzbiet. W przypadku jeśli dojdzie do przemieszczenia się przydatków na 10 segment, wtedy 11 ulega redukcji. U samców szczypce są duże, ponieważ dorastają 4-9 mm długości, mają więcej kolców, tęższą budowę a także większą krzywiznę. Samice z kolei mają nieco krótsze szczypce 3-5 mm, lżejsze, proste z zakrzywionym końcem. Jaja tych owadów są owalne i wraz z wiekiem nabierają coraz to większej objętości, dochodzi do tego wskutek zwiększenia objętości na drodze pochłaniania wody z najbliższego otoczenia. Po wykluciu przechodzi aż 4 wylinki i z każdym stadium rozwojowym zwiększa długość ciała. Każda kolejna nimfa jest ciemniejsza. W końcu osiąga ubarwienie ciała właściwe dla dorosłego osobnika oraz skrzydła – ich zawiązki uwidaczniają się w czwartym stadium rozwojowym. Skorek pospolity jest gatunkiem rodzimym dla Europy oraz obszaru Morza Śródziemnego, a także zachodnich krańców Azji. Wtórnie został zawleczony do Ameryki Północnej wraz z kolonizatorami. Dochodzi tam do bardzo ciekawego zjawiska, bowiem wyróżniono dwie populacje, izolowane od siebie, które różnią się pomiędzy sobą rozrodem. Te zamieszkujące wysunięte bardziej na północ krańce dają początek tylko jednemu pokoleniu nowych skorków pospolitych, natomiast skorki bardziej południowe mogą doczekać się aż dwóch pokoleń, zupełnie nowych owadów.
Krąg życia skorka pospolitego
Tym razem zabawię się nieco w ekonomistę, który operuje prawami Darwina. Otóż skorki, chociaż wydają się nam bezmyślnymi maszynami ze szczypcami, których zadaniem jest nic innego jak szczypanie ludzi, także potrafią stworzyć pewien rachunek zysków i strat, dzięki czemu są w stanie dostosować się do zastanych warunków oraz operować w nich w taki sposób, aby osiągnąć jak największą korzyść. W tym przypadku, korzyść związaną z przetrwaniem potomstwa. Zacznijmy jednak od ogółu. Samica składa jaja późnym latem bądź jesienią. Zakopuje je w glebie, a następnie czeka do wczesnej wiosny, kiedy to zaczną wykluwać się larwy. Skorki pospolite tworzą coś na kształt kolonii rodzinnych, nad którymi opiekę sprawuje samica, przynajmniej w okresie pierwszego stadium larwalnego. Aby zwiększyć możliwości przetrwania oraz rozwoju jak największej liczby potomstwa, gromadzi jedzenie dlań, a następnie jeśli to możliwe dokarmia larwy. Część samic, które skończą dokarmianie larw, późną wiosną, składa kolejne jaja, jednak to zniesienie jest już o wiele mniejsze od poprzedniego. Większość niestety po odchowaniu pierwszego pokolenia larw, kończy swój żywot. Naukowcy postanowili sprawdzić, czy nowe pokolenie skorków jest w stanie poradzić sobie bez matczynej opieki nad nimi we wczesnym stadium rozwoju. Chciano w ten sposób sprawdzić, jak wygląda sytuacja tych zwierząt, które stracą swoją matkę. Czy od razu na starcie takie osobniki stoją na przegranej pozycji? Czy może jednak nie odbija się to nań jakoś szczególnie i larwy rozwijają się? W tym celu po złożeniu jaj, część samic została oddzielona od jaj, tj. przeniesiona do innego terrarium. Cóż się okazało? Otóż o ile na początku z larwami nie było problemu. Podobnie jak te, które miały nad sobą opiekę matczyną, przechodziły wylinki, rozwijały się, ale kiedy nadszedł czas ostatniej wylinki, wówczas larwy, które dorastały bez matki wykazywały zdecydowanie wyższą śmiertelność na poziomie 50%. W tym miejscu warto jeszcze się zatrzymać nad oddzielonymi samicami. Obserwowano ich zachowanie, a także próbowano ustalić, co się stanie, czy zwierzęta będą w jakiś inny sposób przeprowadzać okres rozrodu? Po pierwsze samice te przeżywały i przystępowały do drugiego zniesienia, ale w tym samym czasie, jak gdyby normalnie zajmowały się wcześniej wyklutymi larwami. Również wielkość zniesienia zupełnie nie zmieniła się, tzn. nie odbiegała od normy, czyli była nieco niższa niż w przypadku pierwszego zniesienia. Jeśli chodzi o opuszczanie tzw. „rodzinnego gniazda” nie odnotowano żadnych różnic, w każdym z badanych przypadków larwy w podobnym terminie zaczynały samodzielne funkcjonowanie.
Zapachy, sygnały, feromony
Komunikacja w świecie zwierząt odbywa się na wielu płaszczyznach i jest bardzo złożona. Wydawałoby się, że owady są tą grupą, która kompletnie nie ma nic do powiedzenia. Otóż wcale nieprawda. Ich język jest bardzo rozbudowany i złożony z języka gestów, kolorów oraz wysyłanych w świat związków chemicznych nazywanych feromonami. Skorki pospolite także komunikują się ze sobą za pomocą tych ostatnich, o których właśnie teraz będzie. Owady te są w stanie magazynować w swoim organizmie dużą liczbę takich związków. Jak dotąd naukowcom udało się przyporządkować do jakiejkolwiek kategorii aż 51 substancji. Feromony wytwarzane przez skorki pospolite zaliczono do ketonów, aldehydów, kwasów tłuszczowych, hydrochinonów, benzochinonów oraz alkanów. Gdzie je można znaleźć na ciele owada? Otóż za główne centrum ich produkcji uważa się gruczoły umieszczone tuż przed „piszczelem” na odnóżach. Tam powstaje ich najwięcej, ale spora część znajduje się również na naskórku pokrywającym ciało. Poszczególne substancje odpowiadają za konkretną informację przesyłaną innym osobnikom. Inny związek odpowiada za informacje o stresie spowodowanym obecnością zagrożenia, inny o gotowości do rozrodu samca, jeszcze inne substancje wydziela samica, a jeszcze inne osobniki młodociane. Aby się tego dowiedzieć badacze „wykąpali” owady w roztworach zawierających poszczególne substancje, a następnie obserwowali reakcję reszty skorków pospolitych oraz samego osobnika będącego głównym przedmiotem badania. Zastosowano również inną metodą, która polegała na tym, że spryskiwano odpowiednią substancją daną klatkę/pułapkę i sprawdzano reakcję osobników. Do tej, do której przyleciało więcej zwierząt i gdzie większość osobników wykazywało podobne zachowania, nasączonej nią substancji przypisywano dane działanie.
Show more
Skorek pospolity przypomina mi czasy przedszkola. Każdy kto widział malutkie zwierzątko ze szczypcami na odwłoku albo panicznie krzyczał i uciekał gdzie pieprz rośnie, albo bezlitośnie traktował owada w imię obrony, tych którzy się bali uszczypnięcia. Skorek pospolity został niesłusznie skierowany przez ludzi na margines owadziej społeczności. Co o tym sądzę? Jak zwykle twierdzę, że niesłusznie!
Skorek pospolity zwany szczypawką
Skorek pospolity (Forficula auricularia) jest owadem zaliczanym do rodziny skorkowatych. Osiąga rozmiary ciała pomiędzy 9,5 a 16 mm, ubarwionego w różnych odcieniach brązu. Od osobników rudobrązowych przez żółtobrunatne po całkowicie brązowe. Ciało wydłużone, lekko spłaszczone, dość krępe i nieowłosione. Głowa skorka pospolitego jest gładka, na niej widać wyraźne szwy na styku poszczególnych elementów. Wyrastają zeń czułki złożone z 14 segmentów. Owad ma dwie pary skrzydeł, z czego pierwsza stanowi pokrywy osłaniające drugą parę służącą do latania. A teraz zwróćmy uwagę na końcowy odcinek ciała, czyli tzw. pygidium, bowiem to jeden z elementów, na podstawie którego można odróżnić samca od samicy. U samicy właśnie ta część ciała jest prosta i wąska, natomiast u samca mała i zaokrąglona. Stąd już niedaleko do szczypiec. To chyba najważniejszy i najbardziej charakterystyczny element ciała skorka przysparzający mu największą sławę, niekoniecznie dobrą. Czym są te budzące strach oraz grozę części ciała? Otóż to przydatki odwłokowe. U owadów najczęściej wyrastają z 11 segmentu ciała, czasami jednak mogą się „przesuwać” bardziej do przodu, a co za tym idzie wyrastać z 10 segmentu. Swój początek mają w części brzusznej, inaczej nazywanej również wentralną, dopiero później w czasie rozwoju przesuwają się na grzbiet. W przypadku jeśli dojdzie do przemieszczenia się przydatków na 10 segment, wtedy 11 ulega redukcji. U samców szczypce są duże, ponieważ dorastają 4-9 mm długości, mają więcej kolców, tęższą budowę a także większą krzywiznę. Samice z kolei mają nieco krótsze szczypce 3-5 mm, lżejsze, proste z zakrzywionym końcem. Jaja tych owadów są owalne i wraz z wiekiem nabierają coraz to większej objętości, dochodzi do tego wskutek zwiększenia objętości na drodze pochłaniania wody z najbliższego otoczenia. Po wykluciu przechodzi aż 4 wylinki i z każdym stadium rozwojowym zwiększa długość ciała. Każda kolejna nimfa jest ciemniejsza. W końcu osiąga ubarwienie ciała właściwe dla dorosłego osobnika oraz skrzydła – ich zawiązki uwidaczniają się w czwartym stadium rozwojowym. Skorek pospolity jest gatunkiem rodzimym dla Europy oraz obszaru Morza Śródziemnego, a także zachodnich krańców Azji. Wtórnie został zawleczony do Ameryki Północnej wraz z kolonizatorami. Dochodzi tam do bardzo ciekawego zjawiska, bowiem wyróżniono dwie populacje, izolowane od siebie, które różnią się pomiędzy sobą rozrodem. Te zamieszkujące wysunięte bardziej na północ krańce dają początek tylko jednemu pokoleniu nowych skorków pospolitych, natomiast skorki bardziej południowe mogą doczekać się aż dwóch pokoleń, zupełnie nowych owadów.
Krąg życia skorka pospolitego
Tym razem zabawię się nieco w ekonomistę, który operuje prawami Darwina. Otóż skorki, chociaż wydają się nam bezmyślnymi maszynami ze szczypcami, których zadaniem jest nic innego jak szczypanie ludzi, także potrafią stworzyć pewien rachunek zysków i strat, dzięki czemu są w stanie dostosować się do zastanych warunków oraz operować w nich w taki sposób, aby osiągnąć jak największą korzyść. W tym przypadku, korzyść związaną z przetrwaniem potomstwa. Zacznijmy jednak od ogółu. Samica składa jaja późnym latem bądź jesienią. Zakopuje je w glebie, a następnie czeka do wczesnej wiosny, kiedy to zaczną wykluwać się larwy. Skorki pospolite tworzą coś na kształt kolonii rodzinnych, nad którymi opiekę sprawuje samica, przynajmniej w okresie pierwszego stadium larwalnego. Aby zwiększyć możliwości przetrwania oraz rozwoju jak największej liczby potomstwa, gromadzi jedzenie dlań, a następnie jeśli to możliwe dokarmia larwy. Część samic, które skończą dokarmianie larw, późną wiosną, składa kolejne jaja, jednak to zniesienie jest już o wiele mniejsze od poprzedniego. Większość niestety po odchowaniu pierwszego pokolenia larw, kończy swój żywot. Naukowcy postanowili sprawdzić, czy nowe pokolenie skorków jest w stanie poradzić sobie bez matczynej opieki nad nimi we wczesnym stadium rozwoju. Chciano w ten sposób sprawdzić, jak wygląda sytuacja tych zwierząt, które stracą swoją matkę. Czy od razu na starcie takie osobniki stoją na przegranej pozycji? Czy może jednak nie odbija się to nań jakoś szczególnie i larwy rozwijają się? W tym celu po złożeniu jaj, część samic została oddzielona od jaj, tj. przeniesiona do innego terrarium. Cóż się okazało? Otóż o ile na początku z larwami nie było problemu. Podobnie jak te, które miały nad sobą opiekę matczyną, przechodziły wylinki, rozwijały się, ale kiedy nadszedł czas ostatniej wylinki, wówczas larwy, które dorastały bez matki wykazywały zdecydowanie wyższą śmiertelność na poziomie 50%. W tym miejscu warto jeszcze się zatrzymać nad oddzielonymi samicami. Obserwowano ich zachowanie, a także próbowano ustalić, co się stanie, czy zwierzęta będą w jakiś inny sposób przeprowadzać okres rozrodu? Po pierwsze samice te przeżywały i przystępowały do drugiego zniesienia, ale w tym samym czasie, jak gdyby normalnie zajmowały się wcześniej wyklutymi larwami. Również wielkość zniesienia zupełnie nie zmieniła się, tzn. nie odbiegała od normy, czyli była nieco niższa niż w przypadku pierwszego zniesienia. Jeśli chodzi o opuszczanie tzw. „rodzinnego gniazda” nie odnotowano żadnych różnic, w każdym z badanych przypadków larwy w podobnym terminie zaczynały samodzielne funkcjonowanie.
Zapachy, sygnały, feromony
Komunikacja w świecie zwierząt odbywa się na wielu płaszczyznach i jest bardzo złożona. Wydawałoby się, że owady są tą grupą, która kompletnie nie ma nic do powiedzenia. Otóż wcale nieprawda. Ich język jest bardzo rozbudowany i złożony z języka gestów, kolorów oraz wysyłanych w świat związków chemicznych nazywanych feromonami. Skorki pospolite także komunikują się ze sobą za pomocą tych ostatnich, o których właśnie teraz będzie. Owady te są w stanie magazynować w swoim organizmie dużą liczbę takich związków. Jak dotąd naukowcom udało się przyporządkować do jakiejkolwiek kategorii aż 51 substancji. Feromony wytwarzane przez skorki pospolite zaliczono do ketonów, aldehydów, kwasów tłuszczowych, hydrochinonów, benzochinonów oraz alkanów. Gdzie je można znaleźć na ciele owada? Otóż za główne centrum ich produkcji uważa się gruczoły umieszczone tuż przed „piszczelem” na odnóżach. Tam powstaje ich najwięcej, ale spora część znajduje się również na naskórku pokrywającym ciało. Poszczególne substancje odpowiadają za konkretną informację przesyłaną innym osobnikom. Inny związek odpowiada za informacje o stresie spowodowanym obecnością zagrożenia, inny o gotowości do rozrodu samca, jeszcze inne substancje wydziela samica, a jeszcze inne osobniki młodociane. Aby się tego dowiedzieć badacze „wykąpali” owady w roztworach zawierających poszczególne substancje, a następnie obserwowali reakcję reszty skorków pospolitych oraz samego osobnika będącego głównym przedmiotem badania. Zastosowano również inną metodą, która polegała na tym, że spryskiwano odpowiednią substancją daną klatkę/pułapkę i sprawdzano reakcję osobników. Do tej, do której przyleciało więcej zwierząt i gdzie większość osobników wykazywało podobne zachowania, nasączonej nią substancji przypisywano dane działanie.
Łania z cielaczkiem w Leśnym Zakątku
28 czerwca 2023 (9.21.11 - 12.00.38)
#łanie #ssaki #łania #cielaczek #LeśnyZakątek
28 czerwca 2023 (9.21.11 - 12.00.38)
#łanie #ssaki #łania #cielaczek #LeśnyZakątek
Nadleśnictwo Borne Sulinowo, Lasy Państwowe
I tak przez caaały dzień.
Ciekawa strategia obronna piskląt dudka.
Pisklęta już od 4 dnia życia w razie zagrożenia mają możliwość wystrzyknięcia z kloaki mazistej i cuchnącej wydzieliny (z gruczołu kuprowego i odchodów), która skutecznie zniechęca drapieżnika próbującego dostać się do dziupli. Umiejętność ta zanika u starszych piskląt, które opuszczają już gniazdo.
Poza umiejętnością skutecznego zasmrodzenia ewentualnego napastnika pisklęta potrafią również donośnie syczeć ze środka dziupli, udając w ten sposób węża. Jednocześnie agresywnie atakując dziobem!
Widujecie dudki w Waszych okolicach?
Show more
I tak przez caaały dzień.
Ciekawa strategia obronna piskląt dudka.
Pisklęta już od 4 dnia życia w razie zagrożenia mają możliwość wystrzyknięcia z kloaki mazistej i cuchnącej wydzieliny (z gruczołu kuprowego i odchodów), która skutecznie zniechęca drapieżnika próbującego dostać się do dziupli. Umiejętność ta zanika u starszych piskląt, które opuszczają już gniazdo.
Poza umiejętnością skutecznego zasmrodzenia ewentualnego napastnika pisklęta potrafią również donośnie syczeć ze środka dziupli, udając w ten sposób węża. Jednocześnie agresywnie atakując dziobem!
Widujecie dudki w Waszych okolicach?
Nadleśnictwo Borne Sulinowo, Lasy Państwowe
I tak przez caaały dzień.
Ciekawa strategia obronna piskląt dudka.
Pisklęta już od 4 dnia życia w razie zagrożenia mają możliwość wystrzyknięcia z kloaki mazistej i cuchnącej wydzieliny (z gruczołu kuprowego i odchodów), która skutecznie zniechęca drapieżnika próbującego dostać się do dziupli. Umiejętność ta zanika u starszych piskląt, które opuszczają już gniazdo.
Poza umiejętnością skutecznego zasmrodzenia ewentualnego napastnika pisklęta potrafią również donośnie syczeć ze środka dziupli, udając w ten sposób węża. Jednocześnie agresywnie atakując dziobem!
Widujecie dudki w Waszych okolicach?
Show more
I tak przez caaały dzień.
Ciekawa strategia obronna piskląt dudka.
Pisklęta już od 4 dnia życia w razie zagrożenia mają możliwość wystrzyknięcia z kloaki mazistej i cuchnącej wydzieliny (z gruczołu kuprowego i odchodów), która skutecznie zniechęca drapieżnika próbującego dostać się do dziupli. Umiejętność ta zanika u starszych piskląt, które opuszczają już gniazdo.
Poza umiejętnością skutecznego zasmrodzenia ewentualnego napastnika pisklęta potrafią również donośnie syczeć ze środka dziupli, udając w ten sposób węża. Jednocześnie agresywnie atakując dziobem!
Widujecie dudki w Waszych okolicach?