Akcja ratowania trzmiela :) Pierwszy raz się spotkałam z tym, aby nawet tak małe żyjątka miały pasożyty. Była to długa walka. Trzmiel nie bronił się początkowo przede mną i tym, że włożyłam go do kieliszka, gdyż był wyraźnie osłabiony. Mimo wszystko wciąż walczył, próbując zdjąć je z siebie. Ułożywszy go między dwa sitka, podstawiałam go pod leciutki strumień letniej wody, po czym robiłam przerwę i tak kilkanaście razy, i wtedy zobaczyłam, że pasożyty zaczęły szybko się przemieszczać. Korzystając z okazji szybko wracałam na blat i wkładając trzmiela z powrotem do kieliszka zaczęłam zbierać je pęsetką. I tak kilka razy :) Najtrudniejsze było już na końcu, gdyż pajączki przeszły między głowę, a odwłok zwyczajnie się chowały. Wtedy mój maż przytrzymywał trzmiela drugą pęsetką do góry nogami, a ja bardzo czujnie je wyłapywałam, nie pozbawiając przy tym trzmiela głowy. Końcówka była tak naprawdę najtrudniejsza , jednak po przeszukaniu internetu, znalazłam kobitkę, która tak jak ja, podjęła się ratowania trzmiela. Opisała, że kiedy owad się przekręca i próbuje użądlić, to, aby go nieco uspokoić, można spróbować włożyć go na krótką chwilę do lodówki. I tak też zrobiłam, i okazało się to naprawdę skuteczne, gdyż w rezultacie nie ostał się na nim żaden pasożyt, a było ich z dwadzieścia. Satysfakcja ogromna. Może ktoś kiedyś spotka się z podobną sytuacją, a moja historia pomoże mu uratować kolejnego małego bzyczka, a jak wiadomo, ich istnienie jest dla nas bardzo istotne :)
Zobacz więcej
J
Jungletrain One
@jungletrainone1