Dusza

Bywają dni barwione deszczem, dni szarobure, gdy duszy się nie chce.
Ponure chwile, słabe i głuche, upadła radość i szczęście kruche.
Bywają noce namiętnie szczęśliwe, pod migotliwym z gwiazd baldachimem.
Noce plączące rozgrzane ciała, w swym zatraceniu tańczą do rana.
A kiedy świt znów będzie majaczył, dusza ponuro wróci do pracy.
Wkładając swą maskę i grając swą rolę, popędzi z codziennym podłym nastrojem.
I tak cyklicznie, aż do wieczora, gdzie rola życia zostanie rzucona.
Ściągnie swą maskę i wtedy znowu, podleje winem wolność wyboru.
W domu gdzie z ciałem zgodnie w duecie, znów się zatraci by w niebo polecieć.
Fot. Własna.