Ostatni list

Moja Najdroższa!
Napisałem do Ciebie dziesiątki listów, każdy jak mała paczuszka, w której znajdowało się 4, 5 kartek zapisanych po obu stronach. Gdy je otrzymywałaś, niecierpliwie otwierałaś kopertę i zachłannie czytałaś. Twoje koleżanki nie chciały na Ciebie czekać i ruszały w miasto same, bo Ty czytałaś raz, potem drugi i znowu…
W końcu przestałem pisać, ponieważ Ty – Najpiękniejsza Ziemianka - powiedziałaś mi TAK, czyniąc mnie najszczęśliwszym z Ziemian.
Pobraliśmy się w wyjątkowy grudniowy dzień, pozbawiając się jednej z okazji na prezenty, ale nie dbaliśmy o takie drobiazgi. Ważne, że przyrzekliśmy sobie szczęście i założyliśmy sobie nawzajem obrączki. Ty, cała w skowronkach, zaprezentowałaś swoją na naszym ślubnym zdjęciu sprzed prawie 20 lat.

Potem wybudowaliśmy dom, doczekaliśmy się syna, bajkowego ogrodu. Pięknie urządziłaś nasze miejsce na Ziemi, w którym koledzy zazdrościli mi klimatu i widocznej na każdym kroku kobiecej, starannej ręki. Byliśmy szczęśliwi pod tym naszym niebem.
A dziś? Nie ma Ciebie ze mną… Wybrałaś piękny sobotni poranek, by przejść na Drugą Stronę. Leżąc w mych objęciach odeszłaś na zawsze, podobnie jak Twoja Mama, która 13 lat wcześniej, w tym samym miejscu, również na moich rękach ostatni raz zamknęła swoje oczy… Nie, nie! Ani Ona, ani Ty nie zamknęłyście oczu. Wy je szeroko otworzyłyście, by tuż przed wydaniem ostatniego tchnienia spojrzeć tak wyraźnie w moje oczy, jakbyście chciały coś powiedzieć. Co Ty chciałaś powiedzieć Moja Ukochana, tymi swoimi pięknymi piwnymi oczętami?
Dziękuję, dobre miałam życie? Wspaniale Najpiękniejsza, dzieliliśmy je wspólnie.
Przepraszam, że nie miałam siły? Nic to Maleńka, miałem ich za nas dwoje.
Paszoł won? No wiesz Moja Droga, przecież ja tu mieszkam.
Nie wiem co chciałaś powiedzieć w tych ostatnich sekundach Twojego zbyt krótkiego życia. Zabrałaś te słowa ze sobą. Najważniejsze, że odpowiednio wcześnie powiedzieliśmy sobie to wszystko, co mąż i żona powinni szeptać sobie codziennie przed snem.
To miał być wyjątkowy rok. Ostatniego dnia września nasza spanielka obchodzi 10 urodziny. W pierwszej połowie listopada nasz syn, z którego Ty szczególnie byłaś dumna, wchodzi w dorosłość. Tydzień później wypada 30 rocznica naszego pierwszego spotkania, a wreszcie na początku grudnia - 20 rocznica naszego ślubu.
Co więcej, zawsze zachęcałaś mnie do pisania; moje pisma do urzędów, czy listy do nauczycieli czytałaś przez telefon swojej rodzinie. Powinieneś pisać, powinieneś pisać – powtarzałaś kiedyś często. Śmiałem się z tego zakłopotany, bo co niby miałem pisać? Czas płynął, Ty troszcząc się o roślinność w ogrodzie, o ptaki i zwierzęta, które nas odwiedzały, stałaś się nieświadomą inspiracją moich pisarskich przymiarek na blogu Leśnego Zakątka. Polubiłaś to miejsce, choć tylko czasem zaglądałaś mi przez ramię na podgląd, gdy ja zaglądałem również, podczas krótkich przerw w pracy.
Piękne, okrągłe i ważne jubileusze, a także odkrywanie moich małych tajemnic. Niestety, nie doczekamy ich wspólnie... Zamiast kilku okazji do świętowania, będą miesiące rozpaczy i Ty, obecna jedynie w moich wspomnieniach.
Na razie umieram z tęsknoty, nie mam ochoty na wiele, więc robię to, co właśnie przyszło mi do głowy - piszę mój ostatni list do Ciebie, tutaj. Może znowu zajrzysz do Zakątka, może ktoś Ci uprzejmie doniesie…
Tak trudno uwierzyć w to co się stało. Jeszcze wczoraj wspólnie wybieraliśmy rośliny i ozdoby do domu, planowaliśmy upiększanie naszych czterech kątów. Dziś sam wybieram urnę i miejsce ostatniego spoczynku dla Ciebie i również sam planuję Twój pochówek.
Tak bardzo chciałaś żyć… Gdyby tylko można było zrobić interes z kostuchą, bez wahania poświęciłbym własne życie, byś mogła patrzeć jak nasz jedyny syn mężnieje, staje się odpowiedzialny i zakłada rodzinę, by wydać na świat i wychować kolejne pokolenie.
Nasza wspólna droga dobiegła końca, a przemierzyliśmy jej zaledwie połowę. Droga, która szczególnie dla Ciebie była kręta, wyboista i ciernista w ostatnich czterech latach. Wymęczyła Cię ponad miarę, nadwątpliła najpierw Twoje siły, a na końcu odebrała nam nadzieję. Pomagałem jak mogłem, razem mieliśmy więcej energii, ale i tak nie podołaliśmy podstępnemu wrogowi. Przeciwnikowi, który bez wysiłku spowodował, że tak Piękny Kwiat przedwcześnie zmarniał i zwiędnął.
Udręczyła i mnie ta droga. Muszę przystanąć, odpocząć, zapłakać nad Twym grobem. Potem mus jest zebrać siły i ruszyć dalej, ale już bez Ciebie. Jestem to winny Tobie, naszemu synowi... Nie martw się, damy sobie radę. Będzie trudniej bez Twojego wsparcia, ale podołamy. Przygotowałaś nas na takie fatalne zrządzenie losu. Wierzę, że będziesz obserwować wszystko z Tamtej Strony.
A może jeszcze ostania deska ratunku!? Zawsze strofowałaś mnie, że sam się żyłuję nawet z ciężkimi i skomplikowanymi zadaniami, że nie proszę nikogo o pomoc, mimo że sam jej nigdy nie odmawiam.
To ja teraz staję tutaj i proszę Cię, ten jeden jedyny raz: Wróć Najdroższa! Wróć proszę…
Byłaś uparta, pewnie nie uczynisz zadość mojemu rozpaczliwemu wołaniu. Posłuchaj zatem ostatniej dedykacji, która płynie prosto z mojego serca i jest wyrazem moich ciągle żywych i szczerych uczuć.
The Dziemians - You Are The Reason (POLSKA WERSJA 🇵🇱) *Pierwszy taniec* - YouTube
Żegnaj Najdroższa! Żegnaj... na razie, bo wierzę, że jeszcze zobaczymy się kiedyś, gdzieś…
Twój kochający mąż - Marek
Show more

Moja Najdroższa!
Napisałem do Ciebie dziesiątki listów, każdy jak mała paczuszka, w której znajdowało się 4, 5 kartek zapisanych po obu stronach. Gdy je otrzymywałaś, niecierpliwie otwierałaś kopertę i zachłannie czytałaś. Twoje koleżanki nie chciały na Ciebie czekać i ruszały w miasto same, bo Ty czytałaś raz, potem drugi i znowu…
W końcu przestałem pisać, ponieważ Ty – Najpiękniejsza Ziemianka - powiedziałaś mi TAK, czyniąc mnie najszczęśliwszym z Ziemian.
Pobraliśmy się w wyjątkowy grudniowy dzień, pozbawiając się jednej z okazji na prezenty, ale nie dbaliśmy o takie drobiazgi. Ważne, że przyrzekliśmy sobie szczęście i założyliśmy sobie nawzajem obrączki. Ty, cała w skowronkach, zaprezentowałaś swoją na naszym ślubnym zdjęciu sprzed prawie 20 lat.

Potem wybudowaliśmy dom, doczekaliśmy się syna, bajkowego ogrodu. Pięknie urządziłaś nasze miejsce na Ziemi, w którym koledzy zazdrościli mi klimatu i widocznej na każdym kroku kobiecej, starannej ręki. Byliśmy szczęśliwi pod tym naszym niebem.
A dziś? Nie ma Ciebie ze mną… Wybrałaś piękny sobotni poranek, by przejść na Drugą Stronę. Leżąc w mych objęciach odeszłaś na zawsze, podobnie jak Twoja Mama, która 13 lat wcześniej, w tym samym miejscu, również na moich rękach ostatni raz zamknęła swoje oczy… Nie, nie! Ani Ona, ani Ty nie zamknęłyście oczu. Wy je szeroko otworzyłyście, by tuż przed wydaniem ostatniego tchnienia spojrzeć tak wyraźnie w moje oczy, jakbyście chciały coś powiedzieć. Co Ty chciałaś powiedzieć Moja Ukochana, tymi swoimi pięknymi piwnymi oczętami?
Dziękuję, dobre miałam życie? Wspaniale Najpiękniejsza, dzieliliśmy je wspólnie.
Przepraszam, że nie miałam siły? Nic to Maleńka, miałem ich za nas dwoje.
Paszoł won? No wiesz Moja Droga, przecież ja tu mieszkam.
Nie wiem co chciałaś powiedzieć w tych ostatnich sekundach Twojego zbyt krótkiego życia. Zabrałaś te słowa ze sobą. Najważniejsze, że odpowiednio wcześnie powiedzieliśmy sobie to wszystko, co mąż i żona powinni szeptać sobie codziennie przed snem.
To miał być wyjątkowy rok. Ostatniego dnia września nasza spanielka obchodzi 10 urodziny. W pierwszej połowie listopada nasz syn, z którego Ty szczególnie byłaś dumna, wchodzi w dorosłość. Tydzień później wypada 30 rocznica naszego pierwszego spotkania, a wreszcie na początku grudnia - 20 rocznica naszego ślubu.
Co więcej, zawsze zachęcałaś mnie do pisania; moje pisma do urzędów, czy listy do nauczycieli czytałaś przez telefon swojej rodzinie. Powinieneś pisać, powinieneś pisać – powtarzałaś kiedyś często. Śmiałem się z tego zakłopotany, bo co niby miałem pisać? Czas płynął, Ty troszcząc się o roślinność w ogrodzie, o ptaki i zwierzęta, które nas odwiedzały, stałaś się nieświadomą inspiracją moich pisarskich przymiarek na blogu Leśnego Zakątka. Polubiłaś to miejsce, choć tylko czasem zaglądałaś mi przez ramię na podgląd, gdy ja zaglądałem również, podczas krótkich przerw w pracy.
Piękne, okrągłe i ważne jubileusze, a także odkrywanie moich małych tajemnic. Niestety, nie doczekamy ich wspólnie... Zamiast kilku okazji do świętowania, będą miesiące rozpaczy i Ty, obecna jedynie w moich wspomnieniach.
Na razie umieram z tęsknoty, nie mam ochoty na wiele, więc robię to, co właśnie przyszło mi do głowy - piszę mój ostatni list do Ciebie, tutaj. Może znowu zajrzysz do Zakątka, może ktoś Ci uprzejmie doniesie…
Tak trudno uwierzyć w to co się stało. Jeszcze wczoraj wspólnie wybieraliśmy rośliny i ozdoby do domu, planowaliśmy upiększanie naszych czterech kątów. Dziś sam wybieram urnę i miejsce ostatniego spoczynku dla Ciebie i również sam planuję Twój pochówek.
Tak bardzo chciałaś żyć… Gdyby tylko można było zrobić interes z kostuchą, bez wahania poświęciłbym własne życie, byś mogła patrzeć jak nasz jedyny syn mężnieje, staje się odpowiedzialny i zakłada rodzinę, by wydać na świat i wychować kolejne pokolenie.
Nasza wspólna droga dobiegła końca, a przemierzyliśmy jej zaledwie połowę. Droga, która szczególnie dla Ciebie była kręta, wyboista i ciernista w ostatnich czterech latach. Wymęczyła Cię ponad miarę, nadwątpliła najpierw Twoje siły, a na końcu odebrała nam nadzieję. Pomagałem jak mogłem, razem mieliśmy więcej energii, ale i tak nie podołaliśmy podstępnemu wrogowi. Przeciwnikowi, który bez wysiłku spowodował, że tak Piękny Kwiat przedwcześnie zmarniał i zwiędnął.
Udręczyła i mnie ta droga. Muszę przystanąć, odpocząć, zapłakać nad Twym grobem. Potem mus jest zebrać siły i ruszyć dalej, ale już bez Ciebie. Jestem to winny Tobie, naszemu synowi... Nie martw się, damy sobie radę. Będzie trudniej bez Twojego wsparcia, ale podołamy. Przygotowałaś nas na takie fatalne zrządzenie losu. Wierzę, że będziesz obserwować wszystko z Tamtej Strony.
A może jeszcze ostania deska ratunku!? Zawsze strofowałaś mnie, że sam się żyłuję nawet z ciężkimi i skomplikowanymi zadaniami, że nie proszę nikogo o pomoc, mimo że sam jej nigdy nie odmawiam.
To ja teraz staję tutaj i proszę Cię, ten jeden jedyny raz: Wróć Najdroższa! Wróć proszę…
Byłaś uparta, pewnie nie uczynisz zadość mojemu rozpaczliwemu wołaniu. Posłuchaj zatem ostatniej dedykacji, która płynie prosto z mojego serca i jest wyrazem moich ciągle żywych i szczerych uczuć.
The Dziemians - You Are The Reason (POLSKA WERSJA 🇵🇱) *Pierwszy taniec* - YouTube
Żegnaj Najdroższa! Żegnaj... na razie, bo wierzę, że jeszcze zobaczymy się kiedyś, gdzieś…
Twój kochający mąż - Marek