We use cookies and similar technologies to keep Wildlife Pulse secure and working properly, and — with your consent — to remember preferences such as display theme. Essential cookies run without consent. Learn more in our Cookie Policy.
Cookie settings
Choose which cookie and storage categories you allow. Essential cookies are required for the service and cannot be disabled.
Necessary
Always on
Login session, CSRF protection, security, and remembered interface language.
Preferences
Remember display theme (light/dark) in your browser.
Analytics
Visit statistics and usage measurement (Google Analytics), only with your consent.
Sobota, piękny słoneczny poranek Pogoda zachęca do spacerów do wyjścia z domu i spędzenia tego czasu na świeżym powietrzu.
Jednym z takich miejsc jest na pewno las
Padło więc hasło "Jedziemy na grzyby"
Wczoraj "na mieście" usłyszałam, że właśnie "rzuciły się " grzyby.
Ponieważ nigdy nie doświadczyłam uczucia, że coś się na mnie rzuca, postanowiłam sprawdzić. Może to właśnie ten dzień... może mi się spodoba
Po krótkiej, pełnej nadziei podróży weszliśmy do lasu Rozpoczęło się zbieranie.
Mówią, że grzyb z grzybem się nie zejdzie ale grzybiarz z grzybiarzem zawsze. I tu obalam to powiedzenie - wokół nikogo, pusto, aż dziwnie...
Krok za krokiem i jeeest... pierwszy podgrzybek (ta emotka zdecydowanie tu nie pasuje) Śliczny, malutki, ledwo widoczny z zielonego mchu. Potem kolejny... i następny... i znowu brązowy kapelusik ukryty pod leżącą gałęzią.
Wszystkie młodziutkie, jakby dopiero urosły poprzedniej nocy i czekały na moje odwiedziny
I tu kolejne powiedzonko " Kto ma grzyby w lesie, tego zawsze radość niesie" Tak właśnie było. Dużo śmiechu, zadowolenia, radości i, co ważne - dużo grzybków.
Tym razem były to same podgrzybki, ale to dopiero początek sezonu.
Borowiki też kiedyś znajdę !
I może wtedy, właśnie one się rzucą
PS. Pozdrawiam Was serdecznie i zabieram się za obieranie, a to już mniej przyjemne