We use cookies and similar technologies to keep Wildlife Pulse secure and working properly, and — with your consent — to remember preferences such as display theme. Essential cookies run without consent. Learn more in our Cookie Policy.
Cookie settings
Choose which cookie and storage categories you allow. Essential cookies are required for the service and cannot be disabled.
Necessary
Always on
Login session, CSRF protection, security, and remembered interface language.
Preferences
Remember display theme (light/dark) in your browser.
Analytics
Visit statistics and usage measurement (Google Analytics), only with your consent.
I zrozumiał skąd brało się to poczucie braku, smutek leżący w każdej rzeczy, w każdym zjawisku, od zawsze- nie można naraz pojąć wszystkiego. O.Tokarczuk
Mysz domowa ‒ można spotkać ją wszędzie tam, gdzie żyje człowiek. Buduje gniazda w każdej szczelinie, szparze, dziurze, do której tylko może się wcisnąć, a wcisnąć może się niemal wszędzie. Mysz domowa nie należy do dużych zwierząt, ani też jaskrawo ubarwionych. Nie bez powodu w społeczeństwie utarły się takie powiedzenia jak: „szara myszka” czy „siedź jak mysz pod miotłą”. Co stoi za tak ogromnym, wręcz na skalę światową sukcesem myszy domowej?
„Szara myszka domowa”
Mysz domowa (Mus musculus) jest niepozornym zwierzęciem, które raczej unika wzroku człowieka. Kiedy tylko zda sobie sprawę, że została spostrzeżona, wówczas w momencie ucieka do pierwszej lepszej skrytki, gdzie może uniknąć kontaktu z kimkolwiek. Ma opływowy kształt ciała, które dorasta 7 – 12 cm z czego ponad połowę niekiedy zajmuje ogon. Wierzch jest szarobrązowo ubarwiony, a w kontrze do niego biały brzuch. Pyszczek wysmukły zakończony włosami czuciowymi, które bywają także nazywane wąsami. Z pewnością dodają one uroku myszom domowym, ale pełnią również bardzo ważną funkcję. Pozwalają myszy poruszać się w nocy, kiedy jej wzrok nie jest w stanie pomóc zwierzęciu w ustaleniu jej aktualnego położenia. Kolejny element budowy ciała to ogon. Prążkowany, niepokryty łuskami, całkiem elastyczny. Dzięki niemu zwierzę znajdujące się w trudnej sytuacji, np. chodząc po krawędzi albo kiedy ma do pokonania jakąś przeszkodę i musi się wspiąć, wtedy posiłkuje się tym niezastąpionym narzędziem. Ogon umożliwia utrzymanie równowagi, a także w krytycznych sytuacjach pozwala zwierzęciu wspinać się szczebelek, po szczebelku, krok po kroku, aby mogła dojść do obranego celu. Oczami swojej wyobraźni sięgam po własne wspomnienia związane właśnie z niezwykłymi umiejętnościami mysiego ogona. Wiwaria na mojej macierzystej uczelni są do dzisiaj pełne wszelakich zwierząt. Nie mogło zabraknąć także myszy domowych. Te klatki wypełnione trocinami, w których ssaki zakopywały się drążyły korytarze. Działały jak takie zaprogramowane robociki. Kiedy tylko podawaliśmy im jedzenie, klatkę trzeba było otworzyć. Wtedy można było dostrzec ich zwinność. Myszy zawieszały się na ogonie na szczebelkach klatki. To było coś niezwykłego. Móc podpatrywać tak małe organizmy i te ich niepozorne ogony. Prawda okazywała się jednak inna. Niepozorne ogony są bardzo silnymi ogonami. Może ciężar ciała nie powala – zwierzę waży zaledwie 15 – 25 gramów – ale biorąc pod uwagę, że ogon mierzy powiedzmy 5-7 cm i jest cienką strukturą, przebiegają tam stosunkowo niewielkie włókienka mięśniowe, jakieś naczynka krwionośne oraz nerwy – czapki z głów wypadało by zdjąć. I niby mamy do czynienia z „szarą myszką”, a to zwierzę całkiem niezwykłe.
Mysz domowa to kolonizator świata
Czy mysz domowa wzięła przykład z większego kuzyna – szczura wędrownego? Spójrzmy na mapę występowania jednego i drugiego. Oba te gatunki funkcjonują wszędzie tam, gdzie jest człowiek, ale jego wzrok nie sięga. Dzięki temu ssaki te można spotkać na każdym kontynencie świata, chyba poza Antarktydą. Wszędzie tam, gdzie jest trochę pokarmu, gdzie chociaż najmniejsza kryjówka mysz domowa się zadomowi.
Co stoi za jej siedliskowym sukcesem? Duża plastyczność oraz zdolność dostosowania się do warunków środowiska. Fakt, że obecność człowieka jest tutaj kluczowa. Bo przetrwanie zimy chociażby ma łatwiejszy wymiar niż, gdyby zwierzę musiało na własną łapkę zdobywać pokarm w naturze. Będąc „dzikim” lokatorem ludzkich osad ssak ma pełen wachlarz różnego rodzaju pokarmów, często wysokoenergetycznych, których próżno szukać poza ludzkim domem. Ten urodzaj pokarmów przekłada się także na możliwości rozrodu.
Poliestralność – znaczy mniej więcej tyle, że mysz domowa podobnie jak ludzie, może być w ciąży wiele razy w ciągu roku, jeśli tylko zaistnieją ku temu odpowiednie warunki. Zatem to kolejny czynnik, który spowodował że gatunek ten stał się kolonizatorem świata. I to jest to miejsce, w którym pochylmy się nad samym zjawiskiem rozrodu tych zwierząt, bo wokół tego narosło wiele różnych mitów. Ruja, czyli tzw. „dni płodne”, trwa kilkanaście godzin. W tym przypadku lepszym powiedzeniem byłoby określenie „godziny płodne”. W tym czasie samiec musi załatwić sprawę zapłodnienia samicy. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, po 21 dniach na świat przychodzą młode. Średnio jedna samica rodzi 4 – 9 osesków. Rekordzistki potrafią rodzić mioty liczące nawet 19 osobników! Liczba miotów w ciągu tylko jednego sezonu wynosi od 5 do 9, a noworodki ważą od 0,9 do 1,5 gramów, są ślepe i głuche, ale ten stan nie trwa zbyt długo. Zwierzęta już w wieku 14 dni mają wyrżnięte siekacze, potrafią patrzeć na świat, a po 25 dniach przestają się odżywiać mlekiem matki. Tak intensywny rozród sprawia, że populacja rozrasta się w błyskawicznym tempie. W połączeniu z dużą plastycznością oraz zdolnościami przystosowawczymi, ssak ten osiągnął niewątpliwy sukces. Mimo drapieżnictwa oraz silnej presji z wielu stron, tak duża rozrodczość pozwala myszom domowym przetrwać nawet najtrudniejsze warunki. Jednak taki stan rzeczy jest także podyktowany stosunkowo krótkim czasem życia, bowiem w naturze gryzonie średnio przeżywają zaledwie 1,5 roku.
Mysz domowa jako uciążliwy sąsiad
O myszach domowych mówi się wiele złego. Zawsze przy okazji rozmów o tym zwierzęciu pada hasło, że to szkodnik. Zjada plony, niszczy uprawy, a gdy wedrze się w jakiś sposób do magazynu ze zbożem, wtedy rolnik ma ogromny problem. Do tego dochodzą jeszcze choroby, i to nie tylko te zagrażające naszym zwierzęcym podopiecznym, ale także nam.
Same minusy z sąsiedztwa tych zwierząt wydawałoby się. Problem z tym zwierzęciem tkwi w ilości. Pojedyncza mysz to całkiem sympatyczne zwierzę, z którym można się nawet zaprzyjaźnić. Ale kiedy dojdzie do rozrodu, i nagle z jednej „myszki” robi się 10, a potem tylko więcej, i więcej, wtedy zaczynamy odczuwać skutki tego sąsiedztwa. Można rzec, że te ssaki to istni desperaci. Jak wpadną całą grupą do czyjegoś domu, nie można się od nich odpędzić. Wszędzie ich pełno! Myszy domowe nadgryzają wszystko co tylko mogą. Pudełka z jedzeniem, nie ważne czy puste, czy pełne, grzebią w śmieciach, wspinają się po meblach, no i chyba dla nas najgorsze, zostawiają wszędzie odchody. Odchody w tym wypadku stanowią ogromny problem. Nie dość, że wyglądają niezbyt estetycznie, to jeszcze zawierają wszystko to, co siedzi w przewodzie pokarmowym ssaka, czyli resztki po pokarmie, ale także bakterie. Jak powszechnie wiadomo jelita wszystkich zwierząt są miejscem bytowania wielu mikroorganizmów. I tutaj zaczyna się poważny problem w koegzystencji z tymi zwierzętami. Pozwolić im chociaż trochę współżyć z nami, czy jednak całkowicie od nich odciąć?
Według badaczy zajmujących się zdrowiem, ta druga opcja jest bardzo racjonalnym posunięciem. O ile z odchodami jesteśmy w stanie coś zrobić, o tyle dużo trudniej sprawa się ma, jeśli chodzi o mocz. Ciecz jako taka odparuje, ale zawarte w niej bakterie, jeśli mogą przetrwać poza takim środowiskiem, zostaną. W takiej sytuacji trudno przerwać łańcuch epizootyczny, a problem rośnie jeszcze bardziej niż mogłoby się to wydawać. Drobne gryzonie przenoszą drobnoustroje z rodzaju Leptospira spp. Niewielkie krętki, które mogą zniszczyć nerki, wątrobę, a także układ pokarmowy. Objawy zakażenia nimi to m.in. krwiomocz, wysoka temperatura ciała, przyspieszone oddechy, krwawa biegunka. Do tego dochodzi jeszcze bardzo duża bolesność brzucha. Jaka rada? Starać się utrzymać myszy domowe poza domem!
„Mazurku, czemu Ty nie jesteś wróblem?” – czasami tak sobie rozmyślam nad tym ptakiem. A gdyby tak odwrócić to pytanie? Przecież i jeden, i drugi ptak to wróble. Oba zaliczamy do jednego rodzaju Passer sp., oba obecnie występują w podobnym środowisku, mają niemal identyczne upierzenie dla laika, ale jednak są to tak różne ptaki. Mazurek z wieloma problemami świetnie sobie potrafi radzić, ale za to początkującym ornitologom może przysporzyć ich co niemiara.
„Plamka mazurka”
Od tego ptaka właśnie swoją nazwę wziął kultowy blog, a raczej zasugerował się nią jego autor, który obecnie jest bardzo płodnym pisarzem. Co rusz na jego tablicy, na jednym z portali społecznościowych czytam, że ów człowiek pracuje nad nową pozycją, a mnie brakuje już czasu, by je poczytać. Myślę, że pan Marek Pióro nie bez powodu tak nazwał swoje „blogowe dziecko”, bowiem podobnie jak mazurek jest subtelnie piękne, o czym będzie niżej.
Nasz bohater, mazurek (Passer montanus) niegdyś nazywany wróblem polnym lub wróblem mazurkiem dorasta do 13 cm długości ciała i rozpiętości skrzydeł około 20 cm. Jego masa ciała z reguły nie przekracza 25 gramów. Od swojego kuzyna, wróbla domowego, jest nieco mniejszy, smuklejszy, bardziej delikatny. Spójrzcie tylko na niego oczami wyobraźni, a teraz obok postawcie wróbla. I co? Widzicie różnicę? Jest przeogromna. Teraz na rozmiary ciała nałóżmy upierzenie. Z jednej strony mazurek ze swoją jasnobrązową głową, siwym policzkiem, a na nim ciemnobrązowa plamka – plamka mazurka! Na pokrywach skrzydeł, karku, plecach, kuprze mozaika kolorów. Czerń przeplatająca się z szarością, różnymi odcieniami brązu oraz kremową barwą. Dziób niemal w całości czarny z żółtą plamką (znowu plamka!) w zależności od tego do jakiej płci należy. Pod wpływem hormonów samcom dziób czernieje, natomiast samce przez cały rok mają ową plamkę. I na tym zamykamy sprawę dymorfizmu płciowego. Ptaki te trzymały się z dala od zwartej zabudowy. Do dzisiaj próżno ich szukać w ciasno zabudowanych, pokrytych betonowymi powierzchniami osiedlach. Mazurki wolą tereny z przestrzenią zieloną. Z miłą chęcią skorzystają z fundamentu pod swoje gniazdo w postaci nieuszczelnionych otworów wentylacyjnych czy ubytkach w elewacji, jednak potrafią sobie i bez tego poradzić. Bardzo chętnie korzystają z dziupli. Tam budują gniazdo, w którym składają oliwkowobrązowe jaja w liczbie 4 – 6, chociaż znane są przypadki, kiedy jaj tych było kilkanaście. Pisklęta klują się po dwóch tygodniach wysiadywania, a po następnych dwóch ruszają świat doglądane przez rodziców. W ciągu roku para może wyprowadzić dwa lęgi. Wrogowie? Zawsze przy takich rozmiarach można natknąć się na kogoś, kto czyha na życie. Zatem mazurek również nie może odpędzić się od różnego rodzaju niebezpieczeństw ze strony kotów, kun, krogulców lub młodych jastrzębi. Między innymi drapieżnictwo było powodem, dla którego mazurki coraz chętniej zaczęły wkraczać do miast.
Sposób mazurka na przetrwanie
W pewnym momencie świat obiegła informacja o tym, że jemiołuszki potrafią zmieniać wielkość swojej wątroby w zależności od pory roku. Narząd powiększał się zimą, natomiast malał latem. Według rozpowszechniających tę informację miało to związek ze zjadaniem owoców jarzębiny.
Owoce fermentują w organizmie ptaka, dzięki czemu powstają związki alkoholowe, i dlatego właśnie większa wątroba ma za zadanie unicestwiać powstałe toksyny oraz minimalizować skutki uboczne zjadania jarzębin. Jednak jak się okazuje, takie zmienianie wielkości narządów wewnętrznych w świecie ptaków wróblowych wcale nie należy do jakiś szczególnych rzadkości. Zjawisko zaobserwowano także u takich gatunków jak junko (Junco hyemalis), kowalik karoliński (Sitta carolinensis), dzięcioł kosmaty (Picoides pubescens), miodaczek białobrzuchy (Phylidonyris novaehollandiae) i naszego mazurka. Z tym bezpośrednio wiąże się tzw. BMR (ang. Basal metabolic rate), czyli podstawowa przemiana materii. U ptaków na przestrzeni cyklu rocznego ta ulega poważnym zmianom. Latem współczynnik BMR jest nieco niższy niż zimą, a zaczyna systematycznie rosnąć jesienią, osiągając szczyt zimą. A czym jest BMR? Podstawowym tempem przemiany materii w organizmie żywym, który pozwala zapewnić funkcje życiowe. Oblicza się je za pomocą opracowanych wzorów, specyficznych dla poszczególnych gatunków zwierząt, a w przypadku ptaków dla poszczególnych grup. Dlaczego tak się dzieje? Zimą potrzeba więcej energii by utrzymać właściwą temperaturę ciała, a to ogromne wyzwanie dla zwierząt stałocieplnych, tym większe im mniejszy jest organizm. Właśnie dlatego BMR rośnie. Aby było to możliwe potrzeba zmienić powierzchnię oraz objętość tych narządów, które są centrami metabolicznymi organizmu, czyli wątroby, nerek, układu pokarmowego, płuc, serca czy mózgu. Chińscy naukowcy sprawdzili, w jaki sposób zmiany te zachodzą w organizmach mazurków. Metabolizm ptaków zimą wzrastał aż o 64% w stosunku do tempa wiosennego. Z kolei wątroby były większe aż o 69%! Podobnie działo się z przewodem pokarmowym. Ten był cięższy zimą niż wiosną. Z kolei nerki, płuca, mięśnie piersiowe oraz serce malały wraz z gorszymi warunkami środowiska. Co to oznacza? Naukowcy ustalili, że wątroba oraz przewód pokarmowy w okresie zimowej słoty są kluczowym elementem organizmu mazurków, który pozwala im wytwarzać energię potrzebną do zachowania BMR na właściwym poziomie. Natomiast pozostałe, później wymienione narządy, maleją ze względu na ich wysokie zapotrzebowanie energetyczne. Organizm zmniejszając ich wielkość dąży do oszczędności oraz przekierowania metabolizmu na inne tory – utrzymywania temperatury ciała na poziomie zapewniającym możliwość realizacji funkcji życiowych. Gdyby nerki, płuca czy serce pozostały takich samych rozmiarów jak w trakcie sezonu lęgowego, wówczas mazurki mogłyby zwyczajnie nie wytrzymać zimowych mrozów i umrzeć na skutek wyziębienia oraz niewydolności organizmu.
Mazurek coraz bardziej miejski?
Znowu posłużę się skrótem. ALAN z angielskiego Artifical Light At Night. Zapewne już domyślacie się o co chodzi. Tak, mowa o świecących w nocy latarniach oraz innych źródłach światła. Wraz z kolonizacją miast, ptaki są narażone na zjawisko ALAN, które nie pozostaje bez wpływu na ich funkcje życiowe. Mazurki z wróbla wiejskiego coraz częściej stają się wróblami przedmieść lub terenów zielonych centrów dużych miast.
Dowodem mogą być zdjęcia dołączone do niniejszego artykułu, które wykonałem w Warszawie oraz Wrocławiu. Jedno w Parku Saskim (ścisłe centrum dużej metropolii, pozostałe na wrocławskim Sępolnie – starej poniemieckiej części miasta z dużą ilością zieleni). Tym razem Chińczycy oraz Hindusi sprawdzali jak zachowują się mazurki z miast pod wpływem zjawiska ALAN, a jak te z naturalnych dla siebie obszarów oraz, jak wyglądała gospodarka hormonalna z tym związana jednych i drugich ptaków, i mikroflora jelit. Zacznijmy od hormonów. Melatonina jest substancją, która w organizmach żywych reguluje cykl dobowy. Kiedy wstaje dzień jej poziom spada, natomiast kiedy przychodzi noc, wzrasta. Dzięki temu organizm wie, jak ma się „zachować” o określonej porze dnia i nocy. Pod wpływem zjawiska ALAN poziom melatoniny u badanych mazurków był cały czas na tym samym poziomie. Owszem ptaki poddane działaniu światła w nocy również spały, ale swoją aktywność zaczynały wcześniej, około godzinę przed wschodem słońca, oraz kończyły ją później, około godzinę po zachodzie. W ciągu dnia wykazywały o wiele niższą ale bardziej rozłożoną w czasie aktywność lokomotoryczną, tzn. były mniej ruchliwe ale ich ruch cały czas miał to samo natężenie w przeciwieństwie do ptaków funkcjonujących w normalnych warunkach. Wniosek? Takie ptaki potencjalnie łatwiej mogą paść łupem drapieżników, bo są po prostu wolniejsze. Teraz flora jelitowa oraz układ odpornościowy. Okazało się, że w wyniku zaburzeń cyklu dobowego również inaczej funkcjonowały jelita. Efektem tego był przerost bakterii beztlenowych, które owszem fizjologicznie występują w ptasim organizmie, ale w ilościach zapewniających równowagę organizmu. Pod wpływem ALAN dochodziło do jej zachwiania. Przerost bakterii beztlenowych, wzrost wydzielanych przez nie toksycznych związków, podrażnienie śluzówki jelit oraz wiele, wiele innych w dalszej perspektywie prowadzi do uszkodzenia mechanizmów układu odpornościowego. Mazurki zostały tym samym zyskały kolejnego wroga – choroby zakaźne, a dokładniej większe ryzyko zakażenia się patogenami, a te, nieleczone, w ostatecznym rozrachunku prowadzą do śmierci.
A teraz weźmy sobie do serca pewne rzeczy. Mianowicie zjawisko zanieczyszczenia krajobrazu światłem jest powszechnie znane. W niektórych krajach próbuje się wprowadzać pewne obostrzenia, właśnie po to, żeby m.in. nie zakłócać cyklu dobowego zwierząt. Gdybyśmy tak na chwilę wyłączyli latarnie, to kto wie, być może więcej mazurków przeżyłoby, bo ich organizmy działały by tak, jak powinny? A co z zimą? Mimo świetnego przystosowania do jej przetrwania, przez zjawisko ALAN mazurki mogą mieć poważny problem, w który je wpędziliśmy, poniekąd nieświadomie w imię naszego wygodnego życia…