JAN BRZECHWA "KRÓL i BŁAZEN"

Był król, co prosto z błota
Szedł w pałacowe wrota
I nie wycierał nóg,
Chociaż je wytrzeć mógł.
-
Silili się ochmistrze,
By mieć podłogi czystsze,
Lecz brud przynosił król
Z polowań, z łąk i pól.
-
Martwili się dworzanie,
Że pałac jest w tym stanie,
Bo nikt już nie miał sił,
By zmiatać brud i pył.
-
Podłoga jest ze złota,
Lecz pełno na niej błota,
Osiada wszędzie kurz…
Któż skarci króla, któż ?
-
Wzdychały dworskie damy :
"Jakżeż powiedzieć mamy -
Nasz królu, tak a tak…
Odwagi na to brak”.
-
Radzili ministrowie,
Kto to królowi powie,
Lecz każdy z nich się bał :
A nuż król wpadnie w szał ?
-
Miał błazna król na dworze.
Raz król był nie w humorze,
Więc gońca wysłał wnet,
By błazen zaraz szedł.
-
I król powiada: "Błaźnie,
Mam humor zły wyraźnie,
Coś wesołego mów,
Chcę słuchać twoich słów !”
-
Popatrzył błazen chytrze :
"Niech król wpierw nogi wytrze,
Nie znoszę, gdy jest brud,
A tu jest brudu w bród”.
-
Król uniósł w górę palec :
"A cóż to za zuchwalec !”
Wtem rozpogodził twarz :
„Wiesz, błaźnie, rację masz !"
-
Masz rację, kiedy wchodzę,
Zostawiam na podłodze
I brud, i pył, i kurz,
Z tym trzeba skończyć już !
-
Hej, służba ! Hej, sprzątaczki !
Przynoście wycieraczk !
A kto nie wytrze nóg,
Nie wpuszczać go przez próg !
-
"Wycierać trzeba nogi,
Bo brudzą się podłogi,
Kurz wdziera się do płuc,
Brudasów każę tłuc !"
-
I odtąd król ten srogi
Dbał bardzo o podłogi,
A gdy przez próg szedł, wprzód
Wycierał każdy but.
-
Ta bajka jest zmyślona,
Ale zachęca ona,
Jak każdy stwierdzić mógł,
Do wycierania nóg.