JAN BRZECHWA "KOS"

Kos wszedł na rzece na mostek,
Przemoczył nogi do kostek.
Jęknął więc na cały głos :
"Rany koskie, jakem kos,
Na pewno będę miał katar !
Niechby mi plecy ktoś natarł,
Niechby dał ktoś aspirynę,
Bo na pewno marnie zginę !”
.
Poleciał kos do lekarza :
"Doktorku, to mnie przeraża,
Przemoczyłem sobie nogi,
Ratuj mnie, doktorku drogi !”
.
Lekarz się roześmiał w głos
I spojrzał na kosa z ukosa :
"Do kataru potrzebny jest nos
A kos przecież nie ma nosa.
Chętnie z tobą się założę :
Dziecku to zaszkodzić może,
Lecz ty, kosie, co chcesz rób,
Nie masz nosa, tylko dziób.
Mój drogi, ptakom katar nie zagraża”.
.
Kos jak niepyszny wyszedł od lekarza,
Zawstydzony kroczył lasem,
A ptaki dookoła ćwierkały tymczasem:
"Patrzcie, patrzcie, idzie kos,
Ależ mamy z kosem los,
Kosi-kosi łapki, Pogadaj do babki !
Co, kosie?, Co, kosie? Co, kosie?
Dostało ci się po nosie !”