Dzień dobry wszystkim miłośnikom przyrody.
Chcę się dziś z wami podzielić taką historią, która zdarzyła mi się kilka lat temu, prawie 10. Wychodząca i polująca kotka moich rodziców (nie pochwalam tego bardzo ale nie mam większego wpływu) przyniosła w pysku coś maleńkiego i popiskującego. zostawiła na wycieraczce i poszła sobie. Był to osesek gryzonia. Zanieśliśmy z mężem maleństwo, gdyż było nieuszkodzone, w zarośla skąd przyszła kota i gdzie widywałam różne gryzonie w nikłej nadziei że matka usłyszy je albo coś. Ale kotka przyniosła to samo młode drugi raz. Postanowiliśmy że spróbujemy je odchować, bo jakoś nie widzieliśmy większej szansy na inne rozwiązanie.
Opiekowaliśmy się maleństwem z ogromną czułością, co dwie godziny karmienie i masowanie brzuszka. Zaczęła nawet otwierać oczka. Jednak brak pokarmu naturalnego od matki wywołał infekcje dróg oddechowych i po tygodniu zaczęła świszczeć i nad ranem zmarła. Na tamte czasy, niby nie tak odległe, nie znalazłam w necie jak i czym karmić poprawnie oseska nornicy. Nie miałam FB i nie znałam tylu ośrodków które teraz przekazują taką wiedzę.
Może to co robiłam nie było najlepsze, nie wiem, ale mogłam ją zostawić na śmierć albo zawalczyć, przynajmniej miała ciepło.
Do dziś czule wspominamy Polcię.
Show more
Chcę się dziś z wami podzielić taką historią, która zdarzyła mi się kilka lat temu, prawie 10. Wychodząca i polująca kotka moich rodziców (nie pochwalam tego bardzo ale nie mam większego wpływu) przyniosła w pysku coś maleńkiego i popiskującego. zostawiła na wycieraczce i poszła sobie. Był to osesek gryzonia. Zanieśliśmy z mężem maleństwo, gdyż było nieuszkodzone, w zarośla skąd przyszła kota i gdzie widywałam różne gryzonie w nikłej nadziei że matka usłyszy je albo coś. Ale kotka przyniosła to samo młode drugi raz. Postanowiliśmy że spróbujemy je odchować, bo jakoś nie widzieliśmy większej szansy na inne rozwiązanie.
Opiekowaliśmy się maleństwem z ogromną czułością, co dwie godziny karmienie i masowanie brzuszka. Zaczęła nawet otwierać oczka. Jednak brak pokarmu naturalnego od matki wywołał infekcje dróg oddechowych i po tygodniu zaczęła świszczeć i nad ranem zmarła. Na tamte czasy, niby nie tak odległe, nie znalazłam w necie jak i czym karmić poprawnie oseska nornicy. Nie miałam FB i nie znałam tylu ośrodków które teraz przekazują taką wiedzę.
Może to co robiłam nie było najlepsze, nie wiem, ale mogłam ją zostawić na śmierć albo zawalczyć, przynajmniej miała ciepło.
Do dziś czule wspominamy Polcię.