Taktowne umieranie

Taktowne umieranie
Jan Brzechwa
Umierać trzeba z taktem. A więc, dajmy na to,Nie wtedy, kiedy właśnie zaczyna się lato!
Pomyślcie: każdy człowiek o wakacjach marzyW górach czy na Mazurach, na słonecznej plaży
I nagle ja umieram. Jest mój pogrzeb. Jak tuNie nazwać takiej śmierci wprost szczytem nietaktu?
Umierać trzeba z taktem. Ci, co innych cenią,Nie sprawiają pogrzebów zbyt późną jesienią.
Ja nie chciałbym, na przykład, by ludzie zmoknięciKlęli i uwłaczali mnie lub mej pamięci,
By katar czy też grypę ściągali na siebieDlatego, że bawili na moim pogrzebie.
Umierać trzeba z taktem. Wymaga obliczeńTaka śmierć, żeby pogrzeb nie przypadł na styczeń.
Lub, powiedzmy, na luty, gdy mrozy siarczysteMogą całkiem zniechęcić żałobną asystę.
Ja nie chciałbym, by ludzie, których śmierć ma wzruszy,Mieli z tego powodu poodmrażać uszy.
Wiosna to co innego! Nie ma lepszej pory,Aby umarł taktownie człowiek ciężko chory.
Na cmentarzu wesoło zielenią się drzewa,Żałoba na wiosennym wietrze się rozwiewa,
I śmierć zda się błahostką, gdy wiosna upaja…Postaram się pociągnąć do połowy maja.
Jan Brzechwa zmarł 2 lipca 1966 roku w Warszawie w wieku 67 lat. Został pochowany na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie.