Wczoraj przygotowałam sobie zdjęcia, przede wszystkim małych pluszczyków, ale niestety zmógł mnie za szybko sen. Dzisiaj wracając z rynku, w ostatniej chwili skręciłam nad rzekę, a miałam iść prosto do domu i ... oczom nie mogłam uwierzyć ... natrafiłam na coś czarnego, co wspięło się na brzeg i ściągnęło kępę traw. Nie zdążyłam wyciągnąć aparatu i nie zdążyłam dojrzeć co to, ale postanowiłam trochę poobserwować. Po dłuższej chwili dotarło do mnie, że w pełnej okazałości ukazał mi się obiekt, o zobaczeniu którego marzyłam od dawna, ale nikt nie chciał ze mną wieczorem poczatować a sama się trochę bałam. A tu w ciągu dnia miałam taką okazję, bo .... to był
#bóbr. Byłam w szoku, i jestem do tej pory, postawiłam zakupy i przyczaiłam się na brzegu i opłacało się, chociaż dwa razy miałam już się wycofać i iść do domu, bo czas mnie naglił. Wiedziałam, że gdzieś są, bo efekty jego działalności widoczne były od dawna na i nad rzeką, ale że tak mi się przedstawi to nie przewidziałam w najśmielszych snach. Pokażę Wam parę zdjęć i filmików .