Lipcowa pustułka, często widzę ją jak zawisa w powietrzu, ale zwykle jest to z ulicy i oczywiście aparatu wtedy brak 🙃
Bożena Kurowska
Posts
Już drugi raz w życiu mam przygodę z gołębiem rasowym (żółta obrączka). Kiedyś opisywałam Wam na stronce, jak znalazłam go pod domem, jak wróciłam po pracy, bardzo wyczerpanego. Podjadł, popił, pospał, czasem u sąsiada pod belkami dachu (ale go ciągle wyganiał), w końcu udało mi sie odczytać z obrączki jego numer i po kilku dniach, po znalecieniu właściciela odsyłałam go pocztą aż do Ostrołęki.
Na początku września na spacerze, było mglisto, znów spotkałam takiego,szedł napzreciwko mnie i coś sobie wyjadał na ścieżce. Żałowałam, że nie mam jakichś ziarenek, teraz już noszę w plecaku 😉.
Tym razem na zdjęciach odczytałam numer telefonu i imię właściciela, ale ten w końcu spokojnie sobie odleciał i dobrze, bo mógłby paść ofiarą jakiegoś drapieżnika.
Okazało się, że śpiewakowe dzieci w moim ogrodzie też pochodzą z lęgu ogrodowego. Gniazdko znalazłam a pod nim skorupki jajek w jałowcu, gdzie zwykle gniazdują kosy. Bardzo przebiegła jest pani Śpiewakowa i cierpliwa. Potrafi wyprowadzić w pole, żeby nie trafić na gniazdko.
Dzieci takie dorodne, bo jedzonko takie tłuściutkie im zbiera 😀
Był piękny dzień, okno tarasowe otwarte na oścież, jem sobie śniadanko w salonie, w tle odgłosy ptaszków w drzewach i karmniku, a tu nagle coś mi pisnęło „za uchem”. Zerwałam się na równe nogi, patrzę, a tu mi bogatkowe maleństwo siedzi w salonie. Spokojnie, delikatnie „wyprosiłam” małego gościa na trawnik i czekałam dosyć długo, aż upomnieli się o niego rodzice, a chyba to było ostatnie bogatkowe dziecko, bo zrobiło się nagle cichutko w ogrodzie, nawet miałam obawy, czy po niego wrócą, ale w końcu go rodzice przywołali i gdzieś już cała gromadka zniknęła 🤗 .