Czerwcowa podróż

Koniec urlopu, plecak gotowy,
idziesz na dworzec, pociąg już rusza.
Patrzysz przez okno - film się rozwija,
pasażer może zacząć się wzruszać.
Po lewej Poprad, trzeba się żegnać,
płyń wodo sobie aż do Bałtyku...
patrz, przy kamieniu czapla stoi
i szuka ryb dla swych basałyków.
Brzozowy lasek, w nim pięć sarenek,
w białe kropeczki troje bambini,
leżą cichutko, sił nabierają,
oby dożyły następnej zimy.
Dwie stacje dalej rozległe pola,
a po nich bocian dostojnie kroczy,
wciąż czujnie zerka w prawo i w lewo,
najmniejszej żabki nie chce przeoczyć.
Jedziemy sobie, trochę już nudno,
może kanapkę, może cukierka...
wtem zerkasz w okno...widzisz przecudną
barwę bażanciego bolerka.
Kury bażancie przez zagon ciekną
choć strach na wróble dzielnie stróżuje.
Kury niegroźne, skubią dżdżownice,
na pewno roślin nie stratują.
Pole pszenicy lekko faluje,
w nim sarna mała cichutko stoi,
młodziutkie ziarna sobie łasuje -
muszę się najeść drodzy moi.
Wspominasz swoje piękne wakacje,
przed Tobą nowy wyjazd się szykuje,
patrz i obserwuj, zbieraj wspomnienia,
niech zimą Ci ich nie brakuje.