We use cookies and similar technologies to keep Wildlife Pulse secure and working properly, and — with your consent — to remember preferences such as display theme. Essential cookies run without consent. Learn more in our Cookie Policy.
Cookie settings
Choose which cookie and storage categories you allow. Essential cookies are required for the service and cannot be disabled.
Necessary
Always on
Login session, CSRF protection, security, and remembered interface language.
Preferences
Remember display theme (light/dark) in your browser.
Analytics
Visit statistics and usage measurement (Google Analytics), only with your consent.
U mnie ostatnio są nękane przez krogulca mocno i nie sejmikują... Wpadają na krótki czas, jedzą szybko ile można i uciekają bądź się chowają w okolicznych krzewach. A brakuje mi tego dźwięku.
Ja widuję go czasami u siebie. W zeszłym roku coś tam obskubywał na gałęzi. W tym roku widuję go siedzącego jak posąg na ogrodzie, lecz za każdym razem odlatywał z pustymi szponami. Jeśli raz już się pojawiał, to już do końca dnia ogród milczał. A jak mazurki były jednak bardzo głodne, to zauważyłam, że podlatują pojedynczo - część grupy je, a reszta siedzi ukryta w gęstych krzakach. I wcale nie siedziały nisko :) Raczej na tyle, aby mieć dobrą widoczność w razie zagrożenia. Mają rozmieszczone karmniki w różnych miejscach - na wierzbie w podwórzu, na jabłoni w ogrodzie, trochę na ziemi, a przy każdym drzewie rosną różne dzikie krzewy - czarny bez, berberys, dzika róża, głóg, więc jak się wszystkie maluchy tam pochowają, to w te kolce raczej żaden drapieżnik nie chciałby wpaść 😆 Może poszukaj u siebie jakiegoś czynnika, który ułatwia mu polowanie - może jest wokół za dużo wolnej przestrzeni albo karmnik jest za wysoko? Może jest widoczny z większej odległości? 🤔 Ja wierzę, że w końcu do Ciebie wrócą, gdy zobaczą, że mogą znów czuć się tam bezpiecznie 😊
Właśnie też porobiliśmy tak żeby miały gdzie uciekać itp, przy każdym karmniku mają krzaki tuje lub inne drzewa. Choć widzę, że w okolicy coraz więcej osób dokarmia😃 i obserwując je zauważyłem, że przemieszczają się między ogrodami pobliskimi. Starałem się to zrobić tak aby miały szansę się schronić i też często widzę go jak wraca na pusto. Choć też musi jeść aby przeżyć.
Dokładnie. Musi zjeść dziennie ekwiwalent dwóch wróbli, by dożyć kolejnego dnia. Na początku go nie lubiłam 😝 ale teraz patrzę na niego łaskawszym okiem. To, że czasem coś upoluje pod domem, nie jest niczym złym. Jak to mawia polskie przysłowie: każdy karmnik ma swojego krogulca 🤣 A samiec jest taki piękny 💙 choć na początku nie przypuszczałam, że jest taki mały 🙃 Chyba nawet mniejszy od grzywacza. Jest jednak od niego o wiele bardziej wysportowany 😆 i jak ja to zawsze mawiam: wersja wyścigowa 😅
PS. Ostatnie foto "GARGULCA" ok. 2tyg temu.