- No chodź, malutka, popracujemy.
- Nie mam ochoty...eepp...moja droga.
- Wiesz, że czas nie ma swojej ceny,
muszę dokończyć utwór na bloga.
- Wszystko mi zwisa, każde kliknięcie
to cios wprost w moje czarne klawisze,
daj lampkę wina, może mi przejdzie
i wtedy wiersz kolejny napiszesz.
- Dam ci jogurtu, czy chcesz greckiego,
żeby ukoić ból twoich styków?
- Daj...eepp... koniaku, tak, francuskiego
ale co najmniej pięć dużych łyków.
Więc Madzia wściekła bierze długopis
i kreśli wzorem pradawnych skryb
wiersze na kartkach, te najpiękniejsze,
a klawiatura ma offline tryb.