M
Marek
@marek
12 following
12 followers
11
posts
1 November 2023
Czyżby jednak szpaki?

W tym roku przybyła opóźniona i z grymasami, ale w końcu jest! Wiosna!😀
Niby fajnie, bo na zewnątrz zrobiło się cieplej, czy nawet goroąco ostatnio, ptaki rozpoczęły coroczne koncerty i lęgi, a rośliny zazieleniły się i w maju osiągnęły najpiękniejszy stopień nasycenia. To ten moment okresu wegetacji, kiedy zieleń młodych liści jest jasna, intensywna, cudna. Nie ma wątpliwości, że przyroda odradza się, po kilku miesiącach wytchnienia.🤩
No ale jest też druga strona medalu tych pięknych okoliczności. Kto ma ogród, działkę, klomb chociaż, musi zakasać rękawy i w rytm wyśpiewywanych ptasich zalotnych pieśni, grabić, pielić, sprzątać, sadzić, okopywać i co tylko kto sobie wymyśli. Po intensywnie przepracowanym dniu, dużej ilości wchłoniętego przez organizm świeżego powietrza, a także słusznej liczbie utraconych kalorii, wieczorem w jednej chwili ścina człowieka z nóg i odcina prąd, jak to mówią młodzi. Ponadto, spodziewam się, że nie tylko dla mnie, pojawia się pewna nowa niedogodność. Czytnik linii papilarnych w telefonie przestaje reagować, z powodu startych opuszków palców, zadziorów, skaleczeń…🤨 „Dlaczego nie zakładasz rękawiczek?!” – pyta żona kilka razy, każdego roku. „Bo w rękawiczkach przewracam się” – odpowiadam tyle samo razy żonie, ile żona razy zapyta.😉 Może i nie jest to śmieszne dla każdego, ale akurat dla mnie trochę jest. Tym z lekka przekręconym na własne potrzeby cytatem z filmu „Klatka dla ptaków” z Robinem Williamsem i Genem Hackmanem, nawiązuję do jednej ze scen, która odnosi się do innej części garderoby. Bohater tej sceny ciągle chodził na bosaka, bo po założeniu butów, nie wiedzieć czemu ciągle się przewracał. Fajna komedia sprzed jakichś 30 lat.😅 Wiem, wiem, dawne czasy…😬
Kto przy okazji wiosennej krzątaniny nastrzela fotek i nakręci filmików, ma się czym pochwalić na stronie „Leśnego Zakątka”. Sam zdjęć i filmów nie wykonuję wielu, więc muszę nadrabiać laniem wody, a wtedy gdy trzeba się wysilić, akurat odcina ten prąd i walka z powiekami ciężkimi jak ołów, jest z góry przegrana.😴
Planowałem przygotowanie tekstu zawierającego krótkie (cha, cha) historie, których bohaterami były ptaki różnych gatunków. Z uwagi na dłuższe dni i krótsze noce, brakuje mi czasu na spisanie tych wspomnień i odszukanie tematycznych fotografii w folderach napuchniętych od zdjęć, wykonywanych przez… już niestety dziesięciolecia. Nie bez wpływu na spadek wydajności są również nocne dyskusje na czacie Zakątka, po tym jak Dorota Dorotka z Iwoną5 w umiejętny sposób wyciągają bushmanów, na przykład mnie, z krzaczków.🥰 W miłym towarzystwie rozmowy trwają do późna i nim się ktokolwiek spostrzeże, jest godzina czwarta nad ranem. Za oknem świta, kosi wirtuozi ustępują miejsca szalonym ale najpoczciwszym wróblom, a za chwil parę trzeba by było wstawać. Ale jak tu wstać, jeśli się człek jeszcze nie położył? Mimo to nie żałuję tych miłych chwil spędzonych w Zakątku, nawet jeśli nazajutrz z niewyspania poruszam się niczym zombie.🥴
Za namową Olimpii, postanowiłem skreślić kilka… hmm, raczej kilkadziesiąt zdań, na temat poczynionych ostatnio obserwacji szpaków.
Wygląda więc na to, że wyjdzie z tego kontynuacja poprzedniego artykułu. Pisałem w nim o rozterkach, jakie towarzyszyły mi przy zajmowaniu miejsc lęgowych – najpierw przez szpaki, a po ich udanym lęgu, przez jerzyki, które szukały odpowiedniego lokum na kolejny rok dla siebie.
Tym razem moje szpaki (chyba już mogę mówić o nich, że są moje) zameldowały się na swoim stanowisku o 5-6 tygodni wcześniej, niż w poprzednim sezonie. Skutkuje to pewnymi implikacjami, o których wspomnę w dalszej części. Teraz nadmienię jedynie, że szpaki mają zazwyczaj jeden, ale miewają też dwa lęgi w roku.
Nie mogłem sobie pozwolić na zbyt częste podglądanie tegorocznego przychówku, dlatego widziałem mniej niż rok temu, ale coś tam udało mi się uchwycić.
Na uwagę zasługuje fakt, że w identycznym czasie pojawiły się szpaki w Zakątku. Urządzanie gniazda, znoszenie i wysiadywanie jajek, pojawienie się piskląt, pierwsze karmienie, szybki wzrost małych ptaków – wszystko to podglądałem na przekazie ze szpaczej budki urządzonej przez Licję i Birdsa, a wyobrażałem sobie, że tak samo to wygląda w dachu nad moją głową.
Na szczęście lokalizacja miejsc lęgowych u mnie, właściwie wyklucza atak drapieżnika. Kuna, której śladów grasowania w obejściu nie widziałem już dawno, aby niepokoić szpaczą rodzinę, musiałaby nauczyć się latać lub poćwiczyć wspinaczkę skałkową.😉 Fruwające drapieżniki, nie dość, że nie mają czego się uczepić, to jeszcze wielkość i kształt otworów wlotowych skutecznie ogranicza ich ewentualne zapędy. Po pochyłej podbitce od dołu mógłby przemknąć chyba tylko… gekon z czepliwymi łapkami. Ale raz, że klimat nie ten, a dwa, wiadomo co z gekonem zrobiłyby szpaki. To samo, co w Zakątku z jaszczurkami, które zapracowani rodzice upychali w gardziołkach żywieckich zuchów.
Niestety, przed różnymi chorobami pisklęta nie uciekną, bez względu na lokalizację budki lęgowej. W tym roku szpacza dziatwa nie wyleciała ode mnie w komplecie. Któregoś poranka, na trawniku znalazłem nagiego jeszcze, martwego maluszka…😪
Oglądając przekazy z gniazd bocianów, z budek szpaków, sikorek, a zwłaszcza tych ostatnich, które mają po 10-12 jajek, musimy mieć na względzie statystykę. Wystarczy poczytać nieco o różnych gatunkach naszych skrzydlatych braci mniejszych, aby dowiedzieć się tej strasznej dla wrażliwych osób prawdy - większość młodych osobników z pojedynczego lęgu, nie dożywa trzeciego roku.🥺 Zatem, im więcej widzimy zniesionych jajek, tym większa liczba wyklutych z nich ptaków padnie z powodu chorób lub skończy w szponach, pazurach, czy kłach drapieżników. Ba! Wcale nie tak rzadko zdarza się pomór całego lęgu, nim na pisklętach pojawi się puszek. Rzecz oczywista, że przykre to jest dla nas - ludzi, ponieważ zżywamy się z maluchami nim jeszcze w ogóle przyjdą na świat. Ale karty rozdaje Natura i choć trudno pogodzić się czasami z jej wyrokami, to musimy je uszanować.
Kto nie lubi przemocy w gniazdach, niech skupi się na przekazie z „Leśnego Zakątka”.🤩 Owszem, zdarzały się i będą się zdarzać ataki krogulca, sowy albo kota na mniejsze ptaki czy gryzonie, ale scena kończy się zwykle „jedynie” porwaniem ofiary na naszych oczach. Trwa to tyle co mgnienie oka i trzeba mieć wyjątkowego pecha, aby być świadkiem takiego nieszczęścia.
Jak już wspomniałem, choć moje szpaki podglądałem rzadziej, to i tak ciekawych obserwacji było sporo. Nie do wiary ile można by było zobaczyć, gdyby tak spocząć na leżaczku, chociaż na dwie godziny dziennie, z lornetką i frykasami do chrustania pod ręką.
Nie pstrykałem tym razem komórką żadnych zdjęć, będąc nieco zakłopotanym😊 wyśmienitą jakością fotografii zamieszczanych ostatnio na stronie przez niezliczonych miłośników i wytrawnych obserwatorów przyrody - Beatę, Barbarę, Bożenę, Dorotę, tudzież Vixen i Zdzicha, że o Gospodarzach nie wspomnę.
Aby uzyskać lepszy efekt, planowałem dokupienie lunety, którą można przymocować do komórki, zamieniając w ten sposób telefon w aparat z przyzwoitym powiększeniem optycznym. Nim rzuciłem się do przeglądania ofert, postanowiłem spróbować z lunetą, którą w domu wykorzystuję do podglądania tego co dzieje się przy karmniku w ogrodzie i na stanowiskach lęgowych pod dachem.
Muszę przyznać, że efekt był przyzwoity, mimo że do precyzyjnego zgrania optyki w komórce i lunecie potrzebne są dłonie chirurga, cierpliwość zegarmistrza i najlepiej trzecia ręka do wciśnięcia migawki.😉 Nie posiadam żadnego z wymienionych atrybutów i dlatego nagranie, które wykonałem wołało o pomstę do nieba. Trwało prawie trzy minuty, z czego ponad dwie to walka z wyosiowaniem kamery w komórce oraz obiektywu i okularu w lunecie, a także próby wycelowana tym zestawem w otwór wlotowy budki zajmowanej przez szpaki. Aby nie robić większej poruty, niż trzeba, wyciąłem część filmu, która jedynie świadczyła o tym, że trzęsą mi się ręce i mógłbym zostać posądzony o picie dużej ilości piwa, którego nie piję w ogóle. Ponoć dziwne to jest, że nie lubię piwa…🤔
Na filmie, który wykonałem w przeddzień odlotu wszystkich młodziaków, widać moment karmienia jednego z nich.
VID_20230519_180551662 (skrót).mp4
Niestety nie udało mi się zobaczyć ani jednego wylotu. Radował mnie fakt, że cały lęg powstrzymał się z opuszczeniem gniazda do soboty, ale nim się obejrzałem, było już po - nomen, omen – ptokach.🥴
To zadziwiające, jak w ciągu kilku godzin, miejsce tętniące ruchem, odgłosami, życiem, zamienia się w przygnębiający pustostan. Przyjemne chwile trwają zdecydowanie zbyt krótko. Bez dwóch zdań, przydałoby się więcej tego szczęścia, jakie daje świadomość narodzin i rozwój nowego życia w bezpośrednich przyległościach.
Jak na zawołanie, szpaki postanowiły wyjść naprzeciw tym oczekiwaniom.
Kilka akapitów temu wspomniałem o wcześniejszym pojawieniu się szpaków. W ubiegłym roku zabrały się do pracy na początku maja. Tym razem zjawiły się od razu po powrocie z ciepłych krajów, niemal równo z kalendarzową wiosną. Informowałem o tym doniosłym wydarzeniu w artykule „Dzielmy się wiosną”.
Mają zatem do dyspozycji więcej tygodni sezonu lęgowego. Tutaj jednak życie przyniosło pewne zaskoczenie.
Skoro nie mogę podzielić się filmem ze szpaczymi pożegnaniami, to chociaż pokażę nagrania ukazujące jak może wyglądać początek ptasiego romansu.
Nim swoje gniazdo opuściła stała para szpaków z młodzieżą, otworami w podbitce zaczęły interesować się inne szpaki.
Na początku dziwiłem się, że te moje szpaki nie mogą odnaleźć drogi do własnego lokum i przystają na krawędziach innych niż trzeba otworów wlotowych. Jednak któregoś razu moje szpaki okazały się cudzymi, bo ten prawdziwie mój akurat nadleciał z pękiem robali w dziobie.
Aby należycie nakreślić sytuację, ponownie zamieszczam rozkład gniazd urządzonych półtora roku temu z myślą o jerzykach.

Z tydzień przed zakończeniem lęgu w budce L4 (lewa strona, poziom 4), obserwowałem podchody dwóch nowych szpaków. Jeden rozsiadł się w budce L2, z głową wystawioną na zewnątrz, a drugi uczepił się krawędzi otworu w budce L1 i zaglądał do środka. W tym momencie tatko przyleciał z dostawą i gdy zobaczył intruzów, to najpierw ich przegonił,😆 a potem zajął się młodymi.
Kilka dni później znowu widziałem dwa szpaki przycupnięte na antenie i uznałem, ze musi to być rodzaj komitetu kolejowego. Ptaki czekają, aż w dal polecą aktualni rodzice wraz z młodzieżą.
W sobotę 20 maja wszystko jednak ucichło. Pierwsi najemcy zwolnili lokal, a drudzy chyba się rozmyślili, bo też przepadli bez śladu. Aż tu nagle w środku minionego tygodnia, słyszę charakterystyczne gwizdy i widzę nieudolne próby zajęcia miejsca lęgowego.😯 Szpak miał najwyraźniej mętlik w głowie od ilości lokali, w których mógł przebierać. Koniec końców nie zdecydował się na nic, odleciał i tyle go widziałem. Postanowiłem więc, że jeśli ptaki nie pojawią się do niedzieli, to późnym popołudniem, instaluję nagłośnienie i puszczam w niebo nagranie gniazdującej pary jerzyków.
W niedzielę, tuż przed południem, wyszedłem przed dom sprawdzić sytuację. Oczywiście nic się nie działo, więc uznałem, że za parę godzin zajmę się tymi głośnikami-wabikami na jerzyki.
Ledwie ucichło w głowie to postanowienie, a co ja słyszę? Gwizd z dachu i przymiarki do koncertu. Złapałem telefon, tym razem bez lunety, wcisnąłem „nagraj” i rezultat załączam w postaci linku.
Trzeba przyznać, że trafiłem w punkt z tą wycieczką przed dom.😀 Pan szpak się rozśpiewał i rozmachał skrzydłami, drozd na czterech łapach😉 rozszczekał, a po chwili przyleciała zanęcona trelami pani szpakowa. To wszystko plus przelot samca nad głową do wysokich jałowców skalnych, wydarzyło się w niespełna pół minuty!
VID_20230528_111012818.mp4
Już miałem się zbierać do domu, gdy szpak wrócił na dach i zaczął coś tam majstrować. Wcisnąłem ponownie nagrywanie i to, co wydarzyło się w ciągu kolejnych 27 sekund, mocno mnie zaskoczyło. Do tego stopnia, że skonsternowany wyszeptałem komentarz, który słychać na samym końcu nagrania.
Przyznam, że próbka moich możliwości komentatorskich jest krótka, a sam komentarz mało wyszukany. Wybaczcie, ale naprawdę byłem lekko oszołomiony tym, co zobaczyłem. Wybaczcie, wybaczcie, choć nie wierzę, że chodzą po tym świecie ludzie, którym nie przytrafił się jeszcze lepszy lapsus w chwili napięcia, czy wyjątkowego zadowolenia, jak w moim przypadku.
Tytułem wyjaśnienia przed odtworzeniem filmiku, szpak zbiega po krawędzi dachu. Sam też chodzę po tym dachu, ale teraz widzę, że przy tym szpaczku to ja powłóczę nogami, a nie chodzę. To, co ten maluch wyprawia, to dekarskie mistrzostwo świata. Szpak zbiega hyc-hyc, myk-myk, patataj-patataj, trzymając coś w dziobie. Gdy dobiega do końca okapu, porzuca to, co do tej pory taszczył i z rynny wyciąga większą kępkę mchu. Mchem obrasta północna część dachu, który ma już blisko 20 lat. Po wymianie „ładunku” ptak zrywa się, wykonuje sprawny nalot z ciasnym łukiem, bez pudła ląduje na krawędzi otworu i wchodzi do budki P2. Zrobił to bardzo zwinnie i prawie bez zatrzymania.😯 A jeszcze kilka dni wcześniej widziałem, jak miotał się od jednej połaci do drugiej nie mogąc ustawić celownika.
VID_20230528_111121262.mp4
Oprócz tych mistrzowskich awiacji, zaskoczył mnie także fakt, że za pięć dwunasta szpaki się jednak namyśliły, a ja znowu zostanę przyszywanym tatą.😉
Naszła mnie taka myśl, czy aby nie przekonać tego szpaczka, żeby zimą zainstalował nam oświetlenie świąteczne na dachu. Zapytać nie zawadzi, ale mam przekonanie graniczące z pewnością, że koleś wykpi się planami podróżniczymi do Afryki...😉
Niestety, po tych niespodziewanych występach znowu przepadły i do końca dnia ich nie widziałem.🥴 Nowy termin ultimatum wyznaczyłem na koniec miesiąca, czyli za trzy dni. Od poniedziałku do środy działo się niewiele. Słyszałem szpaki, widziałem ślady ich działalności w postaci pogubionych gałązek różnych drzew i krzewów, czy sterczącego z otworu P3 półmetrowego źdźbła trawy. Jednak to nie były takie fajerwerki jak rok temu, gdy osiem budek jednocześnie, urządzał jeden szpak.🥵
W czwartek, 1 czerwca rano, wyszedłem przed dom, aby zorientować się w sytuacji. Patrzę i oczom nie wierzę! Szpak znowu udaje, że mu zależy. U sąsiadów kosi gałązki oliwnika i znosi do budki L1. Załączam link do kolejnego krótkiego filmu, który dowodzi tego, że nie konfabuluję.
VID_20230601_083544894.mp4
Nie zgadniecie co zastałem po powrocie z pracy. Nic, cisza jak makiem zasiał, trochę pogubionego budulca... Cierpliwość to moje drugie imię, ale wszystko ma swoje granice. Szpaki sobie będą pogrywać i w końcu pokażą mi gest Kozakiewicza, a na jerzyki będzie za późno. Na to nie może być przyzwolenia.🤨
Jak na prawdziwego twardziela przystało, walnąłem pięścią w stół i… wyznaczyłem kolejny termin ultimatum.🥴 Wypada w najbliższą sobotę, czyli dziś. Jeśli ptaki nadal będą pozorować zakładanie podstawowej komórki szpaczo-społecznej, to o lokal przyjdzie im konkurować z jerzykami i życzę powodzenia. Naczytałem się, jakie te maluchy są bitne i co potrafią wyczyniać, nawet z większymi od siebie kuzynami.👹
Będę informował na bieżąco.
Co jakiś czas na czacie pojawia się informacja, że sąsiedzi dziwnie patrzą na osoby dokarmiające i obserwujące ptaki. Wydaje mi się, że wynika to z braku zainteresowania tematem. Ale akurat na to jest sposób, bo ludzie są z natury ciekawscy. Warto znajomym, współmieszkańcom, sąsiadom opowiedzieć jakąś interesującą historyjkę, przytoczyć kilka zabawnych faktów z życia fruwaków, zaszokować lekko liczbami, statystykami, odległościami przemierzanymi przez ptasich podróżników. Takie podejście mogłoby zmienić nastawienie tych, którzy przyglądają się z politowaniem na nasze aktywności, pasje.
Jeśli to nie przyniesie oczekiwanego skutku, to nie przejmujcie się. Pamiętajcie słowa naszego wielkiego kompozytora i muzyka - Czesława Niemena:
„Lecz ludzi dobrej woli jest więcej,
I mocno wierzę w to,
Że ten świat,
Nie zginie nigdy dzięki nim.”
Również w to mocno wierzę. Garstka bezdusznych przedstawicieli naszego gatunku, nie może przesłaniać nam tej oczywistej prawdy. Ludzie z natury nie są źli. Dla mnie szklanka wypełniona w połowie, jest zawsze do połowy pełna. Z pewnością musimy hamować zapędy tych, którzy nie liczą się ani z nikim, ani z niczym. Wytykajmy palcami, piętnujmy, nasyłajmy straż miejską, policję, inne służby – do skutku. Na osobach wycofanych, bojaźliwych, biernych społecznie, należy wypróbować profilaktykę - zainteresować, edukować, dawać dobre przykłady. Małymi krokami można zdziałać naprawdę wiele.🙂
Próbujmy!🤞
Wszystkich serdecznie pozdrawiam.
Marek
1 like
↻ 0