MOTYLA NOGA! 🦋
Jakimś cudem, to piękne stworzenie wleciało do domu moich rodziców, ale mama twierdziła, że już wyleciał, bo zostawiła mu otwarte drzwi. No dobra, uwierzyłam, bo czemu nie?
Rano wychodzę przed dom i widzę motyla leżącego plackiem na stole. Ojciec twierdził, że jednak nie wyleciał i znalazł go pod pustą butelką od piwa - leżał i się nie ruszał, więc zostawił go na stole. No dobra.
Zaczęłam szturchać delikatnie tego motyla ogryzką od jabłka i skubany odżył 😶 Na początku nie wiedziałam co mu jest, bo chwycił sobie końcówkę skrzydła i tak leżał na plecach (zdj.) - wyglądał trochę jak ja, gdy uderzę się w mały palec u nogi i wyję z bólu 😅 Ewidentnie próbował machać skrzydłami i odlecieć, choć na jabłko chętnie "wsiadał" od razu, gdy mu je podkładałam.
Dopiero gdy po raz drugi spadł ze stołu idąc przed siebie, jakby na oślep, powiązałam fakty i teraz już wiem - MOTYL PO PROSTU SIĘ UPIŁ 😆 Znalazłam mu bezpieczną kryjówkę, siedział tam sobie do wieczora, tylko zmieniał pozycje. Następnego dnia wczesnym rankiem już wisiał sobie głową w dół na źdźble trawy, a popołudniu, gdy wróciłam z pracy, już go tam nie było. PEWNIE DOCHODZIŁ DO SIEBIE 😆
Mam po prostu nadzieję, że ma się już dobrze i żyje sobie gdzieś tam. TO BYŁ BARDZO SYMPATYCZNY MOTYLEK, teraz nawet trochę za nim tęsknię 🙃💕
Show more
Jakimś cudem, to piękne stworzenie wleciało do domu moich rodziców, ale mama twierdziła, że już wyleciał, bo zostawiła mu otwarte drzwi. No dobra, uwierzyłam, bo czemu nie?
Rano wychodzę przed dom i widzę motyla leżącego plackiem na stole. Ojciec twierdził, że jednak nie wyleciał i znalazł go pod pustą butelką od piwa - leżał i się nie ruszał, więc zostawił go na stole. No dobra.
Zaczęłam szturchać delikatnie tego motyla ogryzką od jabłka i skubany odżył 😶 Na początku nie wiedziałam co mu jest, bo chwycił sobie końcówkę skrzydła i tak leżał na plecach (zdj.) - wyglądał trochę jak ja, gdy uderzę się w mały palec u nogi i wyję z bólu 😅 Ewidentnie próbował machać skrzydłami i odlecieć, choć na jabłko chętnie "wsiadał" od razu, gdy mu je podkładałam.
Dopiero gdy po raz drugi spadł ze stołu idąc przed siebie, jakby na oślep, powiązałam fakty i teraz już wiem - MOTYL PO PROSTU SIĘ UPIŁ 😆 Znalazłam mu bezpieczną kryjówkę, siedział tam sobie do wieczora, tylko zmieniał pozycje. Następnego dnia wczesnym rankiem już wisiał sobie głową w dół na źdźble trawy, a popołudniu, gdy wróciłam z pracy, już go tam nie było. PEWNIE DOCHODZIŁ DO SIEBIE 😆
Mam po prostu nadzieję, że ma się już dobrze i żyje sobie gdzieś tam. TO BYŁ BARDZO SYMPATYCZNY MOTYLEK, teraz nawet trochę za nim tęsknię 🙃💕